Sunday, October 11, 2026

Powrót do Mali po ponad 25 latach

Przylecieliśmy ze Stambułu, a lotnisko w Bamako świeciło nocą jak wielki sklep, w którym można kupić wszystko oprócz chłodnego europejskiego powietrza. 


Na fasadzie napis INTERNATIONAL, dalej nazwisko Modibo Keïty, a przed wejściem samochody, które wyglądały tak, jakby ich właściciele postanowili nie rozstawać się z nimi aż do śmierci. Żółte mercedesy stały obok białych land roverów, wszystkie trochę zmęczone, wszystkie gotowe zabrać człowieka tam, dokąd nie prowadzi już żadna mapa.



W Europie samochód po 35 latach trafia do muzeum albo na złom. 

W Bamako najwyraźniej dostaje nową tablicę rejestracyjną i drugie życie. Patrzyłem na te mercedesy i pomyślałem, że człowiek nie powinien pochopnie wyrzucać rzeczy tylko dlatego, że przestały być młode. Sam zresztą byłem już w takim wieku, że ta myśl wydała mi się szczególnie sympatyczna.




Nie wiedziałem jeszcze, co nas czeka. Wiedziałem tylko, że jesteśmy w Mali, że za chwilę pojedziemy do hotelu, a Afryka jak zwykle nie zamierzała dopasowywać się do naszych wyobrażeń. Na szczęście nie przyjechaliśmy tu po to, żeby wyobrażenia się potwierdziły.


Lubię takie pierwsze spotkania. Człowiek w złotej piżamie i Duduś na pierwszym planie.

Dopiero poznaje nazwiska, nie rozumie miejscowych układów, nie wiem, kto z kim i dlaczego, a jednak już przeczuwam, że niektóre postacie pozostaną ze mną na długo. 



No comments:

Post a Comment