Bistro Bafing w Bamako, miejsce z niebieskimi drzwiami, kolorowymi obrusami i takim klimatem, że człowiek od razu przestaje się spieszyć, nawet jeśli całe życie udaje, że ma coś pilnego do załatwienia.
Spotkałem tam Igę Cichoń i Pawła Ruta, a potem na stole wylądowała ryba z tilapii, więc przez chwilę poczułem się jak w Tajlandii, tylko palmy rosły gdzie indziej, a kelnerzy mówili po francusku. I pomyślałem sobie, że właśnie za to lubię podróże: człowiek jedzie na drugi koniec świata, a tu proszę, ryba, ryż i szczęście, które nie potrzebuje tłumaczenia.
Podróżnicy wszystkich krajów, łączcie się przy stole z kolorowym obrusem albo ceratą, bo nieważne, czy człowiek przyjechał z Warszawy, Bamako czy Bangkoku, kiedy już usiądzie, oprze łokcie i dostanie talerz ryżu z rybą, natychmiast staje się obywatelem świata.
A jeśli do tego krzesło się chwieje, wentylator mieli gorące powietrze, a kelner przynosi coś, czego nazwy nie potrafimy powtórzyć, to znaczy, że jesteśmy we właściwym miejscu, bo prawdziwa podróż zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje pytać, czy ma sztućce, i zaczyna jeść.



No comments:
Post a Comment