Zobaczyłem z daleka Potala Palace. Potężny biało-czerwony kompleks na wzgórzu natychmiast przyciągał wzrok i trudno było przejść obok niego obojętnie. To właśnie ten widok miałem przed oczami, kiedy myślałem o Lhasie przed przyjazdem.
Po drodze zatrzymała mnie zielona skrzynka pocztowa. Jej forma przypominała mi brytyjskie pillar boxes, charakterystyczne kolumnowe skrzynki, które od XIX wieku stały się jednym z symboli brytyjskiego systemu pocztowego. Pamiętałem ich oryginały z wyspy Penang, w Malezji, a w Tybecie znalazłem wariant chiński.
Chińska poczta ma oczywiście zupełnie inną historię, ale ten znajomy kształt w tak odległym miejscu był dla mnie ciekawym drobiazgiem.
Wieczorem wróciłem w okolice Barkhoru, najstarszego handlowego serca Lhasy, gdzie nocowałem.
Wraz z zapadającym zmrokiem zaczęły rozświetlać się fasady sklepów, a szczególnie rzucały się w oczy ogromne, złocone salony jubilerskie, których architektura wyglądała niemal jak współczesne pałace.
Jeden z nich należał do Lao Feng Xiang, chińskiej marki jubilerskiej istniejącej od 1848 roku. Przyzwyczajony w Tajlandii do sklepów ze złotem co 100 metrów, musiałem przynać, że oryginalne chińskie wersje są "powalające".
Obok tradycyjnych tybetańskich motywów pojawiły się więc złoto, luksus i współczesny chiński handel. Był to mój pierwszy wieczór w Lhasie i pierwsza lekcja tego, jak bardzo stare i nowe potrafią tutaj istnieć obok siebie.














