Tuesday, October 6, 2026

Z Dachu Świata do Pekinu, czyli człowiek wraca do cywilizacji

Po wylądowaniu w Pekinie zaczyna padać.

Nie jest to może najbardziej reprezentacyjna pogoda dla stolicy Chińskiej Republiki Ludowej, bo niebo jest ciężkie, szare i wygląda tak, jakby ktoś przez pomyłkę zostawił nad miastem wielką pokrywkę od garnka, ale jest jeden szczegół, który zwraca moją uwagę.


Nie ma szarego powietrza.

Tego charakterystycznego, mlecznego smogu, który tak dobrze znam z Chiang Mai i Bangkoku, a już szczególnie z Kuching na Borneo, gdzie czasami człowiek patrzy przed siebie i zastanawia się, czy właśnie ogląda miasto, czy też wspomnienie miasta.

Tutaj tego nie ma.

Pada deszcz, samochody jadą po mokrym asfalcie, ludzie biegną pod parasolami, a powietrze jest zaskakująco przejrzyste.




A potem zaczynają się wieżowce.

Jeden za drugim, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści pięter, całe dzielnice tych czerwono-beżowych kolosów, z tysiącami okien, balkonów, klimatyzatorów i mieszkań, w które Chińczycy przez lata pakowali swoje oszczędności, przekonani, że skoro mieszkanie stoi, to jego cena również będzie stała, a najlepiej jeszcze rosła.

No i tutaj pojawił się pewien problem.

Mieszkania nadal stoją.

Tylko ich wyceny już niekoniecznie.


Patrzę więc przez szybę samochodu na te wszystkie wieżowce i myślę sobie, że to jest chyba najbardziej chiński pomnik ostatnich trzydziestu lat.



A na koniec jeszcze pierożki. Lubię je od lat w Tajlandii, ale te tutaj są znacznie bliższe chińskiemu oryginałowi, w końcu to właśnie chińscy emigranci przez stulecia zabierali swoje jedzenie ze sobą do Azji Południowo-Wschodniej, gdzie z czasem stało się częścią lokalnych kuchni.


I chwała im za to. Bo gdyby nie chińscy emigranci, moja miłość do azjatyckich pierożków byłaby znacznie uboższa.

Monday, October 5, 2026

From Goats to Gods - Arriving in Lhasa. Episode 7

After twenty-two hours on the train, I finally arrive in Lhasa.

Twenty-two hours is long enough for a man to become acquainted with his fellow passengers, the landscape, the railway timetable, the dining car, the toilet and, most importantly, with his own thoughts. By the time the train finally reaches Lhasa, I have crossed half a country and climbed onto the roof of the world, and I am beginning to feel that perhaps I have been travelling for several weeks rather than twenty-two hours.


 

And then there it is.                          Lhasa.

There is something wonderfully appropriate about arriving here by train. A city that was once little more than a grazing place for goats has become one of the great sacred cities of Asia.

The old name was Rasa. According to the traditional interpretation, it meant “the place of goats”. Goats were part of the story of the construction of the Jokhang, helping to carry earth for the foundations. 


Later, as Buddhism transformed the place into the spiritual centre of Tibet, the name became Lhasa --> “the place of the gods”.






Sunday, October 4, 2026

Skuter i lotnisko, czyli jak oderwać się od ziemi

W Lhasie skutery są wszędzie. 

Ten żółty wygląda szczególnie sympatycznie, jakby ktoś połączył motorower z pudełkiem na pizzę i pomalował go kolorem, który ma człowiekowi poprawiać humor. Chińczycy mają zresztą wyjątkowy talent do robienia rzeczy praktycznych, które przy okazji wyglądają jak zabawki.


Lotnisko Lhasa Gonggar leży około 80 kilometrów od centrum Lhasy, zależnie od tego, czy liczyć od ścisłego centrum, czy całą trasę drogową. Znajduje się na wysokości około 3570 metrów nad poziomem morza. Czyli człowiek jedzie na lotnisko i nadal jest wyżej niż większość alpejskich miejscowości.


To jedno z najwyżej położonych lotnisk świata, a jego pas startowy ma cztery kilometry długości. 

I właśnie tutaj zaczyna się kolejny tybetański absurd: przy tak rozrzedzonym powietrzu samolot potrzebuje znacznie więcej miejsca, żeby wystartować i wylądować. Cztery kilometry asfaltu nie są więc fanaberią architekta, tylko bardzo praktyczną odpowiedzią na pytanie, jak oderwać od ziemi wielką metalową puszkę na wysokości ponad 3500 metrów.


Pierwszy port lotniczy w Gonggar zaczął działać w 1968 roku. 

Wtedy terminal miał zaledwie 700 metrów kwadratowych i obsługiwało go szesnaście osób. Dzisiaj człowiek wchodzi do terminalu i ma wrażenie, że znalazł się w galerii handlowej, na dworcu kolejowym i w centrum konferencyjnym jednocześnie.


Nowy terminal T3 działa od 2021 roku, a w 2024 roku lotnisko obsłużyło ponad sześć milionów pasażerów.