Monday, August 31, 2026

Pałac ponad Lhasą

- Gdzie jest Dalajlama? - chciałoby się powiedzieć.
Ale to pytanie nie jest śmieszne jak tytuł starego filmu "Gdzie jest generał".
To jest dramat Tybetańczyków.


Zwiedzanie Potala Pałacu to jest zupłnie chińska lipa - mało komnat udostępnionych, zero zdjęć w środku, tylko godzina czasu i monitoring z rozpoznawaniem twarzy. Kpiny.



Najsłynniejszy pałac w Azji.
Jeśli się mylę, to proszę mnie poprawić.


To istatnie piętro i zółte zasłony w oknach, to prywatne pokoje Dalajlamy XIX.
Można zobaczyć, nic poza tym.


 Biała i czerwona budowla wyrasta ze zbocza Marpori niczym ogromna twierdza. Z daleka wydaje się niemal nierealna. Im bliżej, tym bardziej widać jej surowość: grube mury, małe okna, strome kamienne schody i charakterystyczne czarne, białe, czerwone i złote detale tybetańskiej architektury.

Do pałacu prowadzą długie schody. Na wysokości Lhasy, ponad 3600 metrów nad poziomem morza, nawet zwykłe wejście po schodach potrafi przypomnieć człowiekowi, gdzie się znalazł.


Potala była nie tylko pałacem. Przez wieki była centrum religijnej i politycznej władzy Tybetu oraz rezydencją kolejnych Dalajlamów. Jej monumentalna sylwetka stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Tybetu.


Obecny Dalajlama, Tenzin Gyatso (XIV Dalajlama), mieszka obecnie w Dharamsali w północnych Indiach, a dokładniej w kompleksie Tsuglagkhang / Namgyal Monastery w McLeod Ganj.

Do Lhasy i Pałacu Potala nie może wrócić. Opuścił Tybet w 1959 roku, po powstaniu przeciwko chińskiej władzy, i od tego czasu przebywa na emigracji w Indiach.

Thursday, August 27, 2026

Sklep, w którym Tybet można zabrać ze sobą

W Lhasie, kilka ulic od najważniejszych świątyń, trafiłem do sklepu, który na pierwszy rzut oka wyglądał jak połączenie galerii sztuki, pracowni rzemieślniczej i magazynu. Nie było tu jednak typowej dla turystycznych bazarów masy plastikowych pamiątek. Na półkach leżały wełniane kilimy, koce i tkaniny, a na ścianach wisiały przedmioty nawiązujące do tradycyjnej sztuki tybetańskiej.



Najbardziej zaskoczyła mnie różnorodność materiałów. Obok grubych, niemal surowych wyrobów z wełny jaka pojawiały się miękkie tkaniny, kolorowe dywany, poduszki i dekoracyjne aplikacje. Wiele wzorów opierało się na charakterystycznej tybetańskiej geometrii: nieskończonych węzłach, lotosach, ornamentach i symbolach buddyjskich. Tradycyjny tybetański wyrób nie musi być przy tym muzealnym eksponatem. Te same motywy trafiają dziś na koce, poduszki czy dywany, które mają znaleźć miejsce we współczesnym domu.






W sklepie znalazła się także opowieść o yak-kulu. To określenie jest warte uwagi, bo w tradycji tybetańskiej rzeczywiście występuje termin yak-kulu odnoszący się do delikatnego włókna z podszerstka jaka. W literaturze dotyczącej tradycyjnych tkanin tybetańskich rozróżnia się m.in. wełnę jaka, kaszmir kozi i yak-kulu.

Sprzedawca przedstawiał włókno jaka jako wyjątkowo miękkie i ciepłe. I rzeczywiście, delikatny puch jaka należy do luksusowych włókien zwierzęcych i może być bardzo cienki. Nie jest jednak dosłownie kaszmirem: kaszmir pochodzi z kóz kaszmirskich, podczas gdy yak-kulu pochodzi z delikatnego podszerstka jaka.

Na jednej z tablic przeczytałem nawet, że do wykonania dużego szala potrzeba aż 150 kilogramów oczyszczonego włosia jaka. Tę liczbę potraktowałbym jednak jako element sklepowej opowieści marketingowej, a nie informację techniczną, której należałoby bez sprawdzenia używać w tekście.






Były tu również przedmioty, które znacznie mocniej wiązały się z religijną kulturą Tybetu. Jednym z nich była drewniana, bogato malowana dekoracja przedstawiająca Garudę, mityczną istotę znaną z tradycji buddyjskiej i hinduistycznej. Żywe kolory, czerwone tło, złocenia, kwiaty i wijące się roślinne ornamenty sprawiały, że wyglądała jak fragment wyposażenia klasztoru przeniesiony do sklepowej galerii.

Obok znalazła się nawet dość niezwykła maska przedstawiająca starszego mężczyznę z długą brodą. Nie próbowałbym jednak nadawać jej konkretnej tożsamości bez informacji od sprzedawcy. W tybetańskich sklepach z rękodziełem obok przedmiotów o jednoznacznie religijnym charakterze można znaleźć także współczesne dekoracje inspirowane lokalną ikonografią.




 

Wednesday, August 26, 2026

Lhasa - jest gdzie oko zawiesić

Ciągle kręce się po centrum miasta i przygladam się ludziom. Prawie każdy wygląda jak z innej bajki. Szkoda, że niebo jest zachmurzone. Jedyny plus to wyjątkowy blask złotych dachów.


Wśród tego tłumu wciąż można dostrzec elementy dawnego Tybetu: stroje, biżuterię, religijne przedmioty i charakterystyczne zdobienia. Ale współczesność jest równie obecna, także w postaci masowej turystyki i wszechobecnych chińskich napisów.


Generalnie to filmuje dużo, a zdjęcia to ofekt uboczny: automatyczny.


Też kiedyś miałem taki młynki modlitewne. Dwadzieścia lat temu szły na Allegro jak świeże bułeczki :)


Dziś nie mam czasu na chodzenie po sklepach z turystycznymi gadżetami.  Za to tybetańskie knajpy to rarytas. Zanim coś podadzą na ząb, gorąca herbatka z termosu na koszt firmy to piękny zwyczaj.