Thursday, August 20, 2026

Klasztor Drepung, który był kiedyś miastem

Drepung nie robi na mnie wrażenia zwykłego klasztoru. Położony na zboczach gór na obrzeżach Lhasy, wygląda raczej jak całe miasteczko przyklejone do skalistego zbocza. Białe ściany, ciemnoczerwone pasy, złote ornamenty, okna zasłonięte kolorowymi płótnami i dachy zakończone złotymi elementami tworzą niezwykłą architekturę, która z daleka niemal zlewa się z górskim krajobrazem.



Drepung założono w 1416 roku przez Jamyanga Choje Tashi Paldena, ucznia Tsongkhapy, twórcy szkoły Gelug. Przez kolejne stulecia był jednym z najważniejszych ośrodków tybetańskiego buddyzmu i zarazem ogromnym centrum nauki. W najlepszym okresie mieszkały tu tysiące mnichów. Dawne źródła mówią nawet o około 8–10 tysiącach, dlatego Drepung bywa określany jako jeden z największych klasztorów w świecie buddyjskim.



Wchodzę dalej. W jednej z kaplic płoną rzędy małych lampek maślanych. Za szybą stoją figury nauczycieli i bóstw, wszystko jest złote, czerwone, kolorowe i niezwykle szczegółowe. Na zewnątrz światło odbija się od białych ścian, a ponad dachami widać nagie, skaliste góry.



Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Drepung był częścią zupełnie innego świata. Dziś przyjeżdżają tutaj autobusy z turystami, obowiązuje współczesna infrastruktura, a obok wielowiekowych budynków pojawiają się kamery i urządzenia monitoringu. A jednak wystarczy odejść kilka metrów od głównego szlaku, żeby znów znaleźć się w przestrzeni, w której czas płynie znacznie wolniej.



Na ostatnim zdjęciu widać zbocze przygotowane jako miejsce prezentacji gigantycznej thangki podczas święta Shoton.

Drepung nie ma klasycznego, pionowego „muru thangki” jak niektóre inne klasztory; wielką thangkę rozwija się na specjalnie przygotowanym stoku wzgórza za kompleksem klasztornym.

Podczas Shoton Festival, czyli Święta Jogurtu, odbywa się tutaj jedna z najbardziej spektakularnych ceremonii Tybetu. O świcie mnisi wynoszą ogromną, zwiniętą thangkę i rozwijają ją na zboczu, tak aby monumentalny wizerunek Buddy został „oświetlony” pierwszymi promieniami słońca. Współczesne relacje opisują thangkę o powierzchni około 500 m², a w ceremonii uczestniczą setki mnichów i tysiące pielgrzymów oraz turystów.

Co ważne, Shoton rozpoczyna się właśnie w Drepungu. Tradycja święta związana jest z zakończeniem letniego odosobnienia mnichów, których po powrocie witano ofiarowując jogurt,  stąd nazwa „Święto Jogurtu”. Z czasem święto rozrosło się do wielkiego wydarzenia z operą tybetańską i innymi uroczystościami, ale gigantyczna thangka w Drepungu pozostaje jego najbardziej charakterystycznym początkiem.

Wednesday, August 19, 2026

W klasztorze Drepung na zachodnich obrzeżach Lhasy

Stojąc tutaj, łatwiej więc zrozumieć, dlaczego Drepung jest czymś więcej niż tylko kolejnym pięknym tybetańskim klasztorem. To właśnie tutaj znajdowała się dawna rezydencja, od której wzięła nazwę polityczna epoka Dalajlamów.


Nad tradycyjnymi murami i charakterystycznymi dachami powiewa dziś flaga Chińskiej Republiki Ludowej, a przed wejściem stoją autobusy przywożące turystów. W środku natomiast nadal można zobaczyć stare malowane ornamenty, drewniane okna, białe ściany i rząd złotych młynków modlitewnych, które obracają się tak samo jak w wielu innych miejscach Tybetu.





Gaden Podrang, czyli mniej więcej „Pałac Ganden”, był pierwotnie rezydencją Dalajlamów w Drepungu. Budynek powstał w XVI wieku z inicjatywy II Dalajlamy Genduna Gyatso. Przez pewien czas mieszkali tutaj kolejni Dalajlamowie: od drugiego aż do piątego.



I właśnie z tym miejscem wiąże się nazwa Ganden Podrang, która z czasem przestała oznaczać jedynie pałac. W 1642 roku, kiedy V Dalajlama umocnił swoją władzę polityczną, nazwa jego rezydencji zaczęła być używana jako określenie całego systemu rządów. 

Powstał Ganden Podrang –> tybetański system administracji, w którym władza religijna i świecka znalazły się w rękach Dalajlamy.

To jeden z tych momentów, kiedy historia konkretnego budynku okazuje się historią całego kraju.

V Dalajlama ostatecznie przeniósł swoją siedzibę do rozbudowywanego Potali, ale nazwa Ganden Podrang pozostała określeniem systemu politycznego. Potala stała się zimową rezydencją Dalajlamów i siedzibą administracji, podczas gdy latem dwór przenosił się do Norbulingki. UNESCO do dziś opisuje Potala, Norbulingkę i Dżokhang jako zespół miejsc, które łączyły w Lhasie funkcje religijne, administracyjne i symboliczne.



Na starej, chropowatej ścianie znajduje się niewielka tablica: Gaden Podrang, zapisane jednocześnie po tybetańsku, chińsku i po angielsku. Kilka metrów dalej pielgrzym przechodzi obok młynków modlitewnych.

Trudno o lepszy obraz Lhasy.

Kilkaset lat historii, religii i polityki na jednej ścianie, a obok współczesny Tybet, który próbuje zachować swoje dziedzictwo w zupełnie nowej rzeczywistości.

Tuesday, August 18, 2026

Pierwszy wieczór w Lhasie

Poleciałem na miasto. Plan oczywiście miałem. Na początek kupiłem power bank z oznaczeniem CCC, czyli China Compulsory Certification, dzięki któremu mogłem spokojnie podróżować po Chinach, a potem ruszyłem zobaczyć, co jeszcze uda się znaleźć przed zapadnięciem zmroku. Nie chciałem od razu realizować programu z przewodnika, po prostu ruszyłem przed siebie, obserwując miasto i łapiąc pierwsze obrazy Lhasy.


Zobaczyłem z daleka Potala Palace. Potężny biało-czerwony kompleks na wzgórzu natychmiast przyciągał wzrok i trudno było przejść obok niego obojętnie. To właśnie ten widok miałem przed oczami, kiedy myślałem o Lhasie przed przyjazdem.




Po drodze zatrzymała mnie zielona skrzynka pocztowa. Jej forma przypominała mi brytyjskie pillar boxes, charakterystyczne kolumnowe skrzynki, które od XIX wieku stały się jednym z symboli brytyjskiego systemu pocztowego. Pamiętałem ich oryginały z wyspy Penang, w Malezji, a w Tybecie znalazłem wariant chiński.

Chińska poczta ma oczywiście zupełnie inną historię, ale ten znajomy kształt w tak odległym miejscu był dla mnie ciekawym drobiazgiem.



Wieczorem wróciłem w okolice Barkhoru, najstarszego handlowego serca Lhasy, gdzie nocowałem.
Wraz z zapadającym zmrokiem zaczęły rozświetlać się fasady sklepów, a szczególnie rzucały się w oczy ogromne, złocone salony jubilerskie, których architektura wyglądała niemal jak współczesne pałace. 

Jeden z nich należał do Lao Feng Xiang, chińskiej marki jubilerskiej istniejącej od 1848 roku. Przyzwyczajony w Tajlandii do sklepów ze złotem co 100 metrów, musiałem przynać, że oryginalne chińskie wersje są "powalające".

Obok tradycyjnych tybetańskich motywów pojawiły się więc złoto, luksus i współczesny chiński handel.  Był to mój pierwszy wieczór w Lhasie i pierwsza lekcja tego, jak bardzo stare i nowe potrafią tutaj istnieć obok siebie.