Friday, September 11, 2026

Generał kontra demokracja: Indonezja na rozdrożu, czyli zapiski z podróżym. Temat na podcast

Piszę dziś artykuł o Indonezji. Główne tezy:

1. Miasto sprzeczności
Dżakarta rok temu: korki na Sudirman, stragany w Kota Tua, wieżowce rosnące w tempie, które robi wrażenie nawet po Bangkoku czy Kuala Lumpur. A kilkaset metrów dalej, w zaułkach kampungów, życie toczy się tak, jakby PKB było pojęciem z innej planety.

2. Bali, 2014 - pierwszy raz go zauważyłem
Wieczorami oglądałem indonezyjskie telewizje pokazujące dwa zupełnie różne kraje: jeden, w którym zwycięstwo Prabowo było przesądzone, i drugi, w którym wygrywał Jokowi, była burmistrz Solo prowadzący wcześniej firmę meblarską. Prabowo miał generałów, kapitał i media. Przegrał.

notatka z tamtego okresu - Bali 2014 rok

3. Człowiek, który nie uznaje porażki
Były generał Kopassus, zięć Suharto, obarczony zarzutami o porwania działaczy i łamanie praw człowieka w Timorze Wschodnim,💣 na tyle poważnymi, że latami odmawiano mu wjazdu do USA i Australii. Trzykrotnie przegrywał z Jokowim. Za każdym razem wracał.




4. Pięć lat w cieniu rywala
Po przegranej 2019 roku Jokowi zaprosił go do rządu jako ministra obrony. Gest pojednania okazał się czymś innym: czasem na oswojenie elektoratu i zbudowanie wizerunku „łagodnego dziadka” w mediach społecznościowych.

5. Syn prezydenta jako karta przetargowa
2024 rok: kandydatura Prabowo przypieczętowana udziałem syna Jokowiego, Gibrana, jako wiceprezydenta wybranego wbrew konstytucyjnemu limitowi wieku, złagodzonemu tuż przed wyborami przez Trybunał Konstytucyjny, któremu przewodniczył wówczas szwagier Jokowiego. Nie pucz. Legalistyczne wykorzystanie instytucji.

6. Powrót generałów
Nowelizacja ustawy o siłach zbrojnych z 2025 roku zwiększyła liczbę stanowisk cywilnych dostępnych dla oficerów bez opuszczania wojska. Starsi Indonezyjczycy rozpoznają w tym echo „dwifungsi”m czyli doktryny Suharto o podwójnej roli armii w obronie i polityce.

7. Sierpień, który obnażył odruchy władzy
Iskrą był dodatek mieszkaniowy dla 580 parlamentarzystówm czyli dziesięciokrotność płacy minimalnej w Dżakarcie. Śmierć kierowcy ojol rozjechanego przez pojazd Brimob zamieniła protesty w najkrwawsze zamieszki od dekad.

8. Czołgi pod Monas
Wrzesień 2025, wróciłem do Dżakarty miesiąc później. W cieniu pomnika Monas stały transportery opancerzone i wojskowe namioty — nie na paradzie, w gotowości. Armia znów zadomowiła się w przestrzeni, z której Indonezyjczycy próbowali ją wyprowadzić po 1998 roku.



 

9. Ustępstwa zamiast reform
Dodatki cofnięto, kilku deputowanych straciło stanowiska. Brimob, odpowiedzialny za śmierć, która wywołała zamieszki, pozostał nietknięty. Struktura władzy się nie zmieniła, zmieniło się tylko tempo reakcji na kryzys.

10. Ceny ustalane przez państwo
Fundusz Danantara centralizuje eksport niklu, węgla i oleju palmowego. „Każdą cenę musimy ustalać my” - powiedział wprost Prabowo. Kolej Whoosh, zbudowana z chińskim kapitałem, wraca teraz w 60 procentach pod kontrolę państwa.

11. Znikająca klasa średnia
Z 57 mln osób w 2019 roku do 47 mln w 2025, mimo że gospodarka rosła cały ten czas. W czerwcu 2026 roku podwyżka stóp procentowych i 32-procentowa podwyżka cen paliwa uderzyły w tych, którzy żyją tuż nad granicą bezpieczeństwa finansowego.

12. Demokracja na próbie cierpliwości
Prabowo nie musi dokonywać zamachu stanu, żeby osłabić instytucje wystarczy przekonać trzecią co do wielkości demokrację świata, że wybór stoi między silną władzą wykonawczą a chaosem wolnej debaty. 2026 rok pokazał, że Indonezyjczycy nie zamierzają czekać cierpliwie na moment, w którym wzrost PKB przełoży się na ich portfele.




Wednesday, September 9, 2026

Droga do Mount Everest Camp

Im wyżej, tym mniej człowieka, a więcej wiatru. 

Na jednym z kolejnych wysokich przejazdów zatrzymuję się przy setkach kolorowych flag modlitewnych, które wiatr rozciąga nad kamienistym zboczem. Ich pięć podstawowych kolorów to niebieski, biały, czerwony, zielony i żółty, które symbolizują pięć elementów: przestrzeń, wiatr, ogień, wodę i ziemię, a zapisane na nich mantry mają być niesione przez wiatr dalej w świat.



Trochę dalej pojawia się charakterystyczna brama. To wjazd na teren Parku Narodowego Mount Everest.

Od tego miejsca droga prowadzi już w kierunku najwyższej góry świata. Za bramą zaczyna się zupełnie inny Tybet: rozległy, pusty i coraz bardziej wysokogórski. Sama historia drogi jest bardzo interesująca. Opisałem ją w reportażu, do którego link zamieszczm pod ostatnim zdjęciem postu. 



 Frgment mojego artykułu na XYZ.pl

"Skala rozwoju sieci drogowej staje się bardziej czytelna w liczbach bez cofania się w czasie o 100 lat. W 1959 roku, u progu włączenia Tybetu w chińską administrację, cała sieć drogowa regionu liczyła zaledwie 7300 kilometrów. Do końca 2006 roku wzrosła do 44 813 km, z czego zaledwie 8,8% stanowiły drogi asfaltowe."

Legendarna droga G318 w Tybecie

G318 nie rozpieszcza kierowców. W tym miejscu znak ostrzega przed 23-kilometrowym ciągłym zjazdem. Na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów każdy taki odcinek oznacza nie tylko piękne widoki, ale również poważny test dla hamulców.


Wygrzałem się na podgrzewanym kiblu, nawdychałem się tlenu i nazajutrz kontynuowałem włóczęgę po Dachu Świata.


Kilometr 5036. 

G318 to jedna z najbardziej niezwykłych dróg Chin ciągnąca się przez Tybet setki kilometrów, przez przełęcze, pustkowia i wysokogórskie doliny. 
Za tym niepozornym betonowym słupkiem kryje się jednak ponad pięć tysięcy kilometrów chińskiej drogi, licząc od Szanghaju.



Kilka kroków od drogi krajobraz zmienia się w bezkresną, surową przestrzeń. Za płaską, niemal pozbawioną roślinności równiną ciągną się ośnieżone góry, a droga G318 znika gdzieś w tej ogromnej przestrzeni.