Everest był jednym z celów tej podróży. Ale nie był celem najważniejszym. Teraz zaczyna się droga do Kailaszu.
Następnego ranka znowu ruszam w drogę.
Saga jest jednym z najważniejszych punktów na tej trasie. Tutaj spotykają się drogi prowadzące z centralnego Tybetu, z Nepalu i dalej w stronę Kailaszu.
Dla podróżujących na zachód to przede wszystkim miejsce na odpoczynek, uzupełnienie zapasów i złapanie oddechu przed kolejnymi setkami kilometrów przez Wyżynę Tybetańską.
Hotel w miasteczku przy najruchliwszej ulicy. Po zmroku pełno policyjnych samochodów, jakby pilnowano jakiś niewidzialnych dygnitarzy.
Miasto nie ma w sobie nic z turystycznej pocztówki. Jest praktyczne, trochę chaotyczne i podporządkowane ludziom, którzy są tu przejazdem.
Na wysokości około 4600 metrów nawet zwykły nocleg nabiera innego znaczeni. Grunt, że pokój jest ciepły.
Następnego ranka znowu ruszam w drogę.
Za Sagą zaczyna się właściwy zachodni Tybet, ogromna, niemal bezludna przestrzeń, przez którą prowadzi droga w kierunku jeziora Manasarovar i Kailaszu. Z każdym kilometrem coraz bardziej oddalam się od Lhasy.









