Człowiek idzie pod Kailaszem i po pewnym czasie przestaje już wiedzieć, czy to on idzie, czy może góra powoli przesuwa się razem z nim, bo przecież tutaj wszystko jest względne, nawet odległość, oddech i czas, a jedyną rzeczą, która się nie spieszy, jest wiatr.
Dolina prowadząca w stronę legendarnej góry Kailasz jest widowiskowa.
Ja bym zmienił to zdanie w duchu obecnego dżenderyzmu i poprawił je:
" Dolin prowadzący w stronę Kailasz jest widowiskowy " , bo ta -owa zupełnie nie pasuje do podpisu. Prawdziwa, charakterna wyprawa, a tu jakaś końcówka owa w podpisanym zdjęciu.
Strumień płynie sobie jak gdyby nigdy nic, ludzie brodzą obok niego z kijami, plecakami i minami pielgrzymów, którzy wiedzą coś, czego ja jeszcze nie wiem, i nagle przychodzi mi do głowy, że być może cała wielka duchowość świata zaczyna się właśnie od tego, żeby rano wstać i po prostu ruszyć przed siebie.
Na tej wysokości człowiek odkrywa, że jego wielkie cywilizacyjne osiągnięcia mają niewielką wartość, bo samochód został daleko, telefon milczy, serce bije jak oszalałe, a najważniejszym przedmiotem w plecaku staje się butelka wody.
Ktoś zatrzymał się przy kamieniu, ktoś inny przywiązał do niego biały szal, jeszcze ktoś dorzucił własną modlitwę i poszedł dalej, więc pomyślałem sobie, że kamienie w Tybecie mają chyba więcej znajomych niż niejeden człowiek w Europie, bo każdy zostawia im tutaj coś od siebie.
A potem droga znowu zaczyna się wspinać, człowiek patrzy przed siebie i mówi sobie jeszcze tylko kawałek, jeszcze tylko tamten zakręt, jeszcze tylko tamta skała, po czym odkrywa, że za tamtą skałą jest następna, a za nią następna, i wtedy zaczyna rozumieć, że pielgrzymka nie polega na dojściu do celu, tylko na tym, że cały czas trzeba iść.












