Saturday, August 22, 2026

Tutaj filozofii się nie słucha, lecz trzeba ją bronić

W Sera buddyzm można zobaczyć nie tylko w modlitwie, medytacji i rytuałach. Na klasztornym dziedzińcu mnisi uczą się poprzez debatę filozoficzną.



Dyskusje są dynamiczne. Padają pytania i odpowiadzi. 
Argumenty przeciwnika są podważane, występują próby obrony własnego rozumowania.



Towarzyszą temu charakterystyczne gesty, energiczne klaśnięcia i ruch całego ciała. Z boku wygląda to niemal jak przedstawienie, ale dla mnichów jest to poważny trening filozoficzny.



Przez wieki Sera było jednym z najważniejszych ośrodków nauki buddyzmu tybetańskiego. Dziś jest to ciągle ważna tradycja: dyskusja w ogrodzie.


Friday, August 21, 2026

Gra Go kontra Szachy, czyli gdyby Pan Samochodzik wybrał się w Tybet

Jakby Zbigniew Nienacki zdecydował się przenieść postać Pana Samochodzika w Tybet, to miałby przebogaty materiał symboliczny, o wiele bogatszy niż wykreowany przez Niemców w białych płaszczach.

Poza tym inna kolorystyka, estetyka, głębsze korzenie pozwalają na knucie intrygi z ukrytymi skarbami w wielowarstwowych pokładach historycznych. Nawet Dan Brown mógłby opuścić w końcu Watykan i dać pograsować  profesorowi Robertowi Langdonowi na nowym terenie. 

Pierwszy już nic nie stworzy, a drugi nic nie zmieni i nie zmodyfikuje. Jest pole do popisu 👺


Drzwi czerwone. Muszę się przyznać, że mam podobne w domu w Tajlandii... prowadzą do jednej łazienki. Po przekroczeniu progu nic już nie będzie takie samo jak dotychczas. Gwarantuje wam.



Ta pusta sala modlitewna, mnisi wyszli do ogrodu (wytłumaczę później - po co wyszli) nadaje skojarzenia z Imieniem Róży. Ale oczywiście jest bardziej ciepła, nie tylko przez bogate barwy.



Co zginęło? Co zasłonieto? Możliwości spekulacji są ogromne, kombinacji więcej jak w grze w go vs szachy.

Szachy pokazują, jak pokonać przeciwnika. Go pokazuje, jak zbudować sytuację, w której przeciwnik ma coraz mniej możliwości działania.


Niebieska twarz strażnika klasztoru, wyraziste oczy, broda, fantastyczne zwierzęta i kłębiące się chmury tworzą świat, w którym granica między religią, mitem i sztuką całkowicie się zaciera. 

Właśnie o to chodzi, aby nie być takim dosłownym. To zależy od czytelnika, ile rozpozna pokładów tajemnic i intryg.



W buddyzmie tybetańskim słowa nie są jedynie tekstem do przeczytania, mają inne formy zapraszające do interakcji. Słowo MANTRA - budzi chyba jakieś skojarzenia?



Patrzę na złoty posąg Tsongkhapy i widzę, czym jest tybetański buddyzm.  To nie tylko modlitwa i kadzidła. To przede wszystkim ogromny systemem wiedzy i nauki przekazywanej przez pokolenia. Taka podróż w przeszłość i przyszłość zarazem. Tak jak sugeruje zasada holograficzna, rozwijana przez fizyków zajmujących się teorią strun:

cyt. {W pewnych sytuacjach fizyczny opis świata znajdującego się w określonej objętości może być równoważny opisowi zapisanym na jego granicy, czyli „świat jest hologramem”.}

Pan Samochodzik mógłby przeprowadzić śledztwo i ustalić, czy świat, który postrzegamy, może nie być fundamentalnym poziomem rzeczywistości, a przy okazji odkryć trochę złotych artefaktów, których nie mógł doliczyć się mój tybetański przewodnik.

Samotność to duży walor i przywilej

Klaszto Drepung był pierwszym w Lhasie i na całej tybetańskiej trasie. Leżący daleko od centrum miasta kompleks klasztorny, który kiedyś był miastem sam w sobie miał jeden duży walor - mało ludzi. Było można tam nawet zgubić się (specjalnie) i w zaciszu chłonić energię tej "czakry".


Przypomniałem sobie o moim dobrym koledze Matysie, którego odwiedziłem w Bieszczadach w marcu. Wiele lat temu kupił tam ziemię i wybudował sobie chatę, aby zażywać "luksusowej samotności". Wkrótce zaczęli pojawiać się sąsiedzi (lepsi i gorsi), nie dostawał listów z gminy, gdyż nadal miał "meldunek" w dużym  mieście skąd pochodzi. Ostatnio zaczęły krążyć drony sprawdzające zgodność zabudowy z planami i aktualnym układem urbanistycznym. Uciekając na koniec Polski stał się obiektem wystawionym na pustym polu, gdzie schować można się tylko pod koronami rozłożystych drzew, które niestety rosną bardzo powoli w naszym klimacie. Goodbye PRYWATNOŚĆ



Wiadomo, że o żadnej prywatności nie ma mowy w Chinach, już od dawna. Tym bardziej ceniłem możliwość pochodzenia wąskimi uliczkami Drepung - choć kilka krótkich minut. Oczywiście są w Tybecie prawdziwe pustkowia, ale tam nie rosną drzewa. 



O systemie rozpoznawania twarzy w Chinach będę jeszcze pisał, ale aby nie psuć sobie humoru na dziś pooglądam zdjęcia. Trzeba umieć się cieszyć z najmniejszych rzeczy i z najkrótszych chwil.