W maju 2026 poleciałem do Chin. Po przylocie z Pekinu do Xining, stolicy prowincji Qinghai, mało zaludnionemu obszarowi na Wyżynie Tybetańskiej. Miasto o oficjalnej liczbie mieszkańców 2.5 miliona! wyglądało na puste. Ulice pustawe, żadnych tłoków, bloki mieszkalne o 25 pietrach z ciemnymi oknami wieczorem, jakby nikt tam nie mieszkał, wygodny hotel, super restauracje, wiosenna pogoda, wielkie oddziały banków, gdzie praca posuwa się w zółwim tempie pomimo małej liczby klientów. Takie prowincjonalne miasto większe teoretycznie od Warszawy.
Restauracja ogromna, z prywatnymi pokojami, a nie boksami.
Droga do toalety, gdzieś tam ...za rogiem.
Obiad.
Recepcja hotelowa.

Lotnisko w Xining. No wszędzie te tłumy i ścisk...a tak poważnie, to wszystko wybudowane dla milionów przy coraz szybciej zapaści demograficznej.



