Pojechałem nad rzekę Chai Praya. Wiele domów nad wodą było podtopionych. Bangkok miał być zatopiony w tym sezonie po rekordowych opadach monsunowych.
Po południu woda wlała się na amulet market. Sprzedawcy byli przygodotowani. Dostęp do sklepów broniły worki z piaskiem. Zupełna lipa z tą powodzią w Bangkoku.
Powódz to jest na Południu Tajlandii. Dziś w Hat Yai sprzedawcy na głównym rynku wysprzedawali swoje towary po kilka bahtów. Chcieli pozbyć się „podtopionej” żywności i odzieży.

Sptkałem się z Moussem. Pochwalił się nową dziarą jaką zaaplikował sobie na plecach za kilka tysięcy bahtów. Zjedliśmy obiad w pobliżu Wat Phra Khao i poszliśmy na piwko.

Przy Khao San jest kilka fajnych stolików ustawionych prosto na chodnikach. Świetny punkt obserwacyjny. Kręca się tam dziesiątki różnych świrów z Europy i Ameryki, a Tajowie kombinują jak wyciągnąć z nich kasę.
Generalnie narzekaliśmy na Tajów. Z roku na rok robią się bardziej bezczelni i arogantcy. Nadmiar forsy płynący do Tajlandii wyraznie psuje buddystów. Nawet pomoc idąca z Bangkoku dla powodzian w głębi Tajlandii jest rozkradana po drodze. Co za ludzie !

Do stolika podszedła babka Akha ze swoim kramem. Przyjechała na tournee handlowe z Chiang Mai. Nie dziwię się jej:-) W Chiang Mai jest teraz zimno, 3 stopnie Celsjusza w nocy. Można się tam nabawić odmrożeń.
Doszliśmy do wniosku, że już tylko desperaci spędzają tutaj wakacje. Dobrze, że na ostatnich byłem w Birmie. Czy ja też jestem już desperatem ?
P.S.
Właśnie pokazują w TV jak złodzieje wyczyścili kilka sklepów na obszarach zalanych przez wodę. W kraju, gdzie nawet mnisi bywają fałszywi nic mnie nie dziwi.