Saturday, October 3, 2026

Tybet - odcinek 7 - Zastanawiam się nad pomarańczami i ogórkami, które wpadły mi w obiektyw.

Wagon restauracyjny. Owoce i warzywa na steropianowych tackach. Fantastyczne miejsce dla wegetarianów, którzy brzydzą się mięsa. Bardzo rzadki przypadek w Chinach, gdzie wszystko na czterech nogach trafia do gara.


 Zastanawiam się nad pomarańczami i ogórkami, które wpadły mi w obiektyw.



Dzieci rosną, czyli Czas Apokalipsy 2.0

Dzieci rosną. To fakt biologiczny, z którym trudno dyskutować. Najpierw trzeba im kupować mleko, potem buty, później komputery, a w końcu okazuje się, że jedno z nich postanowiło zostać wojskowym.

Nîmes, oryginalnie chłopak z Bangkoku, przysłał mi właśnie swoje najnowsze zdjęcia z Lopburi.

I proszę bardzo.

Najpierw chłopaki w mundurach, siedzący na trybunach. Potem większa grupa, już w pełnym wyposażeniu. A na końcu Nîmes w galowym mundurze, przed wojskową flagą, z miną człowieka, który właśnie oficjalnie awansował z kategorii „dziecko” do kategorii „człowiek, którego ojciec zaczyna się trochę bać”.


Indochiny tymczasem niewiele się zmieniły od czasów „Czasu Apokalipsy”.

Nadal są dżungle. Nadal są komary. Nadal jest wilgoć, upał i błoto.

Doszły tylko drony.

Wojsko jest zresztą w Tajlandii instytucją dość specyficzną. Dla młodego człowieka z Bangkoku droga do wojskowej szkoły oznacza wejście w zupełnie inny świat. Nagle zamiast miejskiego chaosu są mundury, koszary, musztra, broń, koledzy z całego kraju i bardzo konkretne polecenia, których raczej nie da się skwitować tajskim „mai pen rai”.

A potem, oczywiście, trzeba zrobić sobie zdjęcie z kolegami.




I człowiek patrzy na te fotografie i zastanawia się:

Kiedy, do cholery, to się stało?

Przecież jeszcze niedawno dzieci były dziećmi.

A teraz jedno studiuje w Bangkoku, drugie zakłada mundur, trzecie ma własne życie, a człowiek zaczyna odkrywać, że dzieci mają zwyczaj dorastać bez pytania rodziców o zgodę.




Na szczęście Indochiny pozostają na miejscu.

Dżungla jest. Komary są. Wojsko jest. Drony są.

Francis Ford Coppola miałby dziś trochę łatwiej. Nie musiałby nawet budować całej scenografii.

Wystarczyłoby wysłać ekipę do Lopburi. Resztę Tajlandia załatwi sama.

Friday, October 2, 2026

Czy Acetazolamid jest faktycznie bardzo moczopędny? Odcinek 5

Nie ukrywam, że trochę się obawiam chwili, kiedy wjedziemy na przełęcze powyżej pięciu tysięcy metrów. Nie samej wysokości, bo człowiek już się czegoś tam naoglądał i wie, że góry stoją, oddychają i na ogół nie mają zamiaru człowieka zjeść. Bardziej obawiam się własnego organizmu.

Czas więc chyba łyknąć prochy przeciwko chorobie wysokościowej. Acetazolamid przyspiesza aklimatyzację, ale przy okazji działa moczopędnie, co w moim przypadku otwiera zupełnie nowy rozdział tej wyprawy.

Bo człowiek z wiekiem zaczyna rozumieć, że istnieją rzeczy ważniejsze od wysokości, widoków i duchowych przeżyć. Na przykład dobrze działająca toaleta.

A ja o toaletach mógłbym opowiadać godzinami.

Szczególnie o Afryce.

W Afryce przeżyłem już takie przygody z kiblami, że gdybym je wszystkie opisał, niejeden czytelnik uznałby, że przesadzam. Nie przesadzam. Afryka po prostu ma bardzo bogatą literaturę toaletową.

Dlatego teraz, kiedy jadę pociągiem na Dach Świata, patrzę na ten elegancki chiński wagon i myślę sobie:
oby technologia nie zawiodła.

Bo góra może mieć pięć tysięcy metrów, kolej może być najwyżej położoną koleją świata, a za oknem może zaczynać się absolutna pustka Tybetu.

Ale jeśli człowiekowi zachce się siku, to cała ta cywilizacja zostanie poddana bardzo praktycznemu egzaminowi. 😄


Acetazolamid rzeczywiście działa moczopędnie, czyli wywołuje tzw. diurezę wodorowęglanową i przyspiesza aklimatyzację.


EPISODE 5

WITH THE DESCRIPTION IN POLISH, BECAUSE POLISH IS A MUCH MORE EXPRESSIVE LANGUAGE WHEN IT COMES TO PHYSIOLOGICAL FUNCTIONS.