Sunday, November 1, 2026

O mieszkańcach Beledougou, czyli Houellebecq bez Sorbony

W Beledougou Bambara walczą z wypaleniem, chociaż na pierwszy rzut oka trudno byłoby ich o to podejrzewać. Wystarczy spojrzeć na tych jegomościów, którzy wyszli na klepisko w maskach, słomianych pelerynach, z muszlami kauri przyklejonymi do twarzy i piórami sterczącymi z głów niczym anteny odbierające sygnały z innego świata.


Bambara mają dziś powody do zmartwień i nie wszystkie da się zagłuszyć bębnami. W Mali wypala się nie tylko słońce nad sawanną, ale również poczucie bezpieczeństwa. Dżihadyści rozszerzają swoje wpływy, stanowiąc zagrożenie dla dotychczasowych wartości, obyczajów i sposobu życia lokalnych społeczności. A przecież wystarczy spojrzeć na tych tancerzy, żeby zrozumieć, jak wiele może zniknąć, kiedy ktoś postanowi urządzić świat według własnych reguł.




Można sobie wyobrazić, że gdyby bojownicy dotarli do Beledougou i zaczęli urządzać tam nowy porządek, nie pytaliby nikogo o zgodę na kontynuowanie tańców. Maski mogłyby wylądować w ogniu, słoma na ziemi, a tancerze musieliby znaleźć sobie jakieś bardziej stosowne zajęcie.

Przypomniała mi się wtedy Uległość Michela Houellebecqa. W jego powieści Francja nie zostaje zdobyta przez obcych najeźdźców. Zmiana przychodzi przez urny wyborcze, polityczne układy i ludzi, którzy dochodzą do wniosku, że nowemu porządkowi można się całkiem wygodnie podporządkować. Profesorowie zmieniają uczelnie, elity zmieniają poglądy, a główny bohater zaczyna rozważać konwersję, bo może dzięki temu odzyskać posadę, pieniądze i przyjemniejsze życie. Nikt nie musi go specjalnie przekonywać. Wystarczy, że pokaże mu korzyści.

W Mali scenariusz jest znacznie mniej literacki, bo dżihadyści nie przychodzą z propozycją lepszego etatu na Sorbonie. 

Tam, gdzie zdobywają kontrolę, potrafią narzucać mieszkańcom własne reguły i ograniczać praktyki uznawane przez nich za niedopuszczalne. W obu przypadkach pojawia się jednak pytanie, co zostaje z dawnego świata, kiedy człowiek przestaje mieć możliwość życia po swojemu. W Paryżu profesor może jeszcze przeliczyć korzyści z konwersji. W Beledougou tancerz w masce może nie mieć nawet takiego luksusu.




Patrzyłem na dzieciaki siedzące na motocyklu i zastanawiałem się, w jakim właściwie świecie przyjdzie im dorastać. 

Czy słoma nadal będzie leżała pod nogami, czy może za kilka lat znajdzie się już tylko na głowach tancerzy, którzy będą ją zakładać na specjalne okazje, żeby przypomnieć sobie, jak wyglądał dawny świat. A jaki będzie status sztucznej inteligencji w Beledougou? 

Czy miejscowy szaman będzie konsultował się z ChatGPT przed wypędzaniem złych duchów, czy może powstanie pierwsza wiosenna aplikacja do przepowiadania deszczu, obsługiwana przez chłopaka, który dzisiaj nie sięga jeszcze nogami do ziemi, siedząc na motocyklu?

Pytania można mnożyć. Może emigranci z Nigerii zajmą za jakiś czas połowę Afryki Zachodniej, otwierając warsztaty, sklepy i firmy, a może Pakistańczycy ruszą na kontynent w takiej liczbie, że w każdej większej miejscowości powstanie stragan z warzywami i owocami, podobny do tych, które od dawna prowadzą w Londynie.

 Może dzieci z Beledougou będą kiedyś pracować dla chińskich firm technologicznych, a może ich wnuki będą sprzedawać w internecie maski swoich dziadków kolekcjonerom z Europy. Nie wiadomo. Przyszłość ma to do siebie, że rzadko pyta nas o zdanie.

Jedno jest pewne: XX wiek to był przy tym wszystkim pikuś. Dwie wojny światowe, zimna wojna, dekolonizacja, rozpad imperiów i kilka rewolucji wygląda dziś jak rozgrzewka przed tym, co szykuje nam obecne stulecie. Zmiany technologiczne, migracje, konflikty, nowe religie, nowe potęgi i sztuczna inteligencja, która może wkrótce wiedzieć więcej o mieszkańcach Beledougou niż oni sami o sobie. A dzieciaki siedzą na motocyklu, patrzą w obiektyw i jeszcze nie mają pojęcia, że świat już szykuje im zupełnie nowy scenariusz.

Nie będę jednak psuł im dzieciństwa przepowiedniami. Na razie można nalać sobie zimnego drinka, włożyć do niego słomkę i usiąść wygodnie.

Popcorn też się przyda. Bo zapowiada się widowisko, przy którym cały XX wiek wygląda jak niewinna próba generalna.

No comments:

Post a Comment