Przypomniałem sobie o moim dobrym koledze Matysie, którego odwiedziłem w Bieszczadach w marcu. Wiele lat temu kupił tam ziemię i wybudował sobie chatę, aby zażywać "luksusowej samotności". Wkrótce zaczęli pojawiać się sąsiedzi (lepsi i gorsi), nie dostawał listów z gminy, gdyż nadal miał "meldunek" w dużym mieście skąd pochodzi. Ostatnio zaczęły krążyć drony sprawdzające zgodność zabudowy z planami i aktualnym układem urbanistycznym. Uciekając na koniec Polski stał się obiektem wystawionym na pustym polu, gdzie schować można się tylko pod koronami rozłożystych drzew, które niestety rosną bardzo powoli w naszym klimacie. Goodbye PRYWATNOŚĆ
Wiadomo, że o żadnej prywatności nie ma mowy w Chinach, już od dawna. Tym bardziej ceniłem możliwość pochodzenia wąskimi uliczkami Drepung - choć kilka krótkich minut. Oczywiście są w Tybecie prawdziwe pustkowia, ale tam nie rosną drzewa.
O systemie rozpoznawania twarzy w Chinach będę jeszcze pisał, ale aby nie psuć sobie humoru na dziś pooglądam zdjęcia. Trzeba umieć się cieszyć z najmniejszych rzeczy i z najkrótszych chwil.




No comments:
Post a Comment