Tuesday, August 14, 2012

Chiang Dao Cave. Spektakularna jaskinia w Tajlandii.

Najbardziej spektakularna jaskinia w Tajlandii znajduje się 70 km na północ od Chiang Mai.


Masyw Chiang Dao widziany z drogi, 3 kilometry od wejścia do jaskini.

Chiang Dao Cave jest kompleksem wielu podziemnych sal i korytarzy wydrążonych przez tysiąclecia w miękim podbrzuszu góry Doi Luang Chiang Dao. Góra Chiang Dao ma wysokość 2,240 metrów n.p.m. i jest trzecim co do wysokości szczytem w Tajlandii.


Dla zwiedzających udostępnionych jest tylko kilka komnat i tuneli o długości około 2 kilometrów. Cały kompleks ma ponad 10 km długości i jest wart penetracji.



Wejście do jaskini jest bardzo malownicze. Kamienne stupy porośniete mchami i sadzawka z krystaliczną wodą wypływającą z jaskini przypomina wyglądem balijskie świątynie ulokowane na zboczach wulkanu.



Ostanie spojrzenie w niebo i zagłebiam się w czeluście jaskini. "Wjazd" do jaskini kosztuje 40 baht.



Pierwsze dwie komnaty są oświetlone światłem elektrycznym i napakowane skromną liczbą posągów Buddy. Mają w sumie około 800 metrów długości.



Trzy dalsze jaskinie o nudnych tajskich nazwach Tham Maa (735 metrów), Tham Kaew (477 metrów ) i Tham Naam (660 metrów ) można oglądać w towarzystwie przewodnika z latarnią. 


Formacje skalne oraz stalatyty i stalagmity przybierają różne fantastyczne  formy. Tajski przewodnik ( który kosztuje obligatoryjnie 100 baht - opłata za światło ) nie zna angielskiego, a i po tajsku trudno się coś dowiedzieć o jaskini. Formacje wyrastające z podłoża lub wiszące w zadziwiający sposób kojarzą sie miejscowym z różnymi zwierzętami i mają banalne nazwy typu "słoń" lub "pies".

Powietrze jest wilgotne i już po pół godzinnym pobycie odczuwam ograniczoną ilość tlenu. Gostek z latarnią nie ma nawet pojęcia jaka panuje temperatura w jaskini, choć oprowadza po niej ludzi przez 20 lat.



Facet z latarnią bierze kasę, bo zna drogę między jaskiniami. Zgubienie się w tym podziemnym labiryncie może być koszmarem na miarę filmu "The cave". Odgłosy niewidzialnych nietoperzy i pełzające po ziemi skorupiaki - skrzyżowanie pająka z krabem to zapewne nie wszyscy lokatorzy jaskini.



Jaskinia Thum Ma ma 735 metrów długości i łączy się z kolejną jaskinią wąskim tunelem, gdzie trzeba gramolić się na czworakach.

Jaskinia robi na mnie większe wrażenie niż

Tham Lot w Tajlandii
oraz
Pindaya Cave w Birmie.

Wednesday, August 8, 2012

Amulet z Wat Chom Thong.

Lubię złoty kolor w Tajlandii. Jest to barwa władzy i prestiżu. Każda świątynia jest napakowana złotem i złotą farbą. Złoty dominuje w umysłach Tajów i kojarzy się im z dobrym samopoczuciem. W europejskich głowach najczęściej zieleń sprzyja relaksowi.


Odwiedziny tajskiej świątynii są właśnie relaksem. Nie ma kazań, nie ma straszenia piekłem i nie ma sztywnych godzin wspólnych modlitw. Panuje pełna demokracja. Każdy relaksuje się przy posągach Buddy  odmawiając swoje prywatne mantry w dowolnie wybranym dniu i porze.



Każda szanująca się świątynia "wydaje" swoje amulety. Wat w Chom Thong, którego pełna nazwa brzmi Wat Phra That Sri Chom Thong założony w VIII wieku również produkuje swoje amulety.



Amulet z roku 2549 wybity przez mnichów z gliny i sekretnych substancji jest w obiegu od 6 lat. Pieniądze zebrane ze sprzedaży amuletu służą do prowadzenia renowacji wiekowej świątynii.



Wat leży 60 km od Chiang Mai przy drodze 108 prowadzącej do Mae Sarieng.

Friday, August 3, 2012

Wróciłem z Chom Thong. Północna Tajlandia

Wróciłem dzisiaj z Chom Thong.


W CT było tak jak lubie, czyli kultura, historia, dobre jedzenie i relaks.



Krajobraz z ryżowiskami i granatowe wzgórza masywu Doi Inthanon przypominały do złudzenia okolice Ubud na Bali.


W drodze między jedną wioską, a drugą.


Wieczór już w Chiang Mai.


I jeszcze trochę pracy umysłowej przed północą.

P.S.
Wow ! Polska dogoniła w tabeli medalowej Mongolię i Indonezję. ( wioślarki zdobyły brązowy medal dzisiaj ). Oj, żeby tylko Tajlandia nie przegoniła naszych w Londynie.

P.S. 2

W Tajlandii znają dwóch polskich sportowców: Andrzej Grubba i Jerzy Dudek. Jest szansa, że za 20 lat będą znali jeszcze jakieś polskie nazwisko ?