Sunday, January 1, 2012

Dziennik motocyklowy. Indonezja.


Po wielu tygodniach pobytu na Bali zapragnęliśmy zobaczyć mniej cywilizowane zakątki Indonezji.

Pierwszy etap z Ubud do portu Padang Bai był szybki i krótki. Było słoneczne popołudnie, gdy wjeżdżaliśmy na prom. Bilet obejmował motor i dwie osoby.
Po czterech godzinach na morzu, już po zapadnięciu zmroku wysiedliśmy w porcie Lembar na wyspie Lombok.

Pierwszym naszym celem była Kuta. Dotarliśmy tam tuż po północy. Drogi na Lombok są fatalnie pooznakowane i jazda po ciemku wąskimi, dziurawymi szosami przebiegała mozolnie. Łuna na niebie unosząca się nad nowym międzynarodowym lotniskiem była przez kilka kilometrów naszym jedynym drogowskazem.

Nieliczni miejscowi pytani przez nas o drogę znali bardzo kiepsko angielski. Znajomość indonezyjskich wyrazów z zakresu kierunków, skrętów i zakrętów okazała się bardzo pomocna.

Matys czekał już na nas w Kuta. Znalazł nowo otwarty hotel "Heavenly Guesthouse" z klimatyzacją, miękkim łożem, wielką łazienką z gorącą wodą i śniadaniem za jedyne 100,000 rupii. Niebiański gesthaus stał się naszą bazą wypadową na kilka dni.




Po pysznym śniadanku z owocowymi szejkami ruszyliśmy na plażę.

Saturday, December 31, 2011

Mikołaje i bałwany w Malezji.

Równo po 5 latach znowu spędziłem Święta w Malezji.


Nie było śniegu, karpia i kolęd. Była za to choinka, Mikołaj, indyjskie piwo Kingfisher, a nawet bałwan. Woda w morzu była ciepła, a chińska kuchnia biła na głowę malajskie nasi kandar i hinduskie kurczaki biryani.


Saturday, October 22, 2011

Podjazd do Pura Pasar Agung

Wczoraj byłem na wycieczce motorowej we wschodniej części Bali. Policja czaiła się na głównych drogach i wlepiała mandaty turystom pod błahymi pretekstami. Boczne drogi okazały się niezwykle malownicze i dostarczały emocji.
Zapuściłem się z pasażerem :) prosto z Amed na masyw wulkanu Agung.
Bardzo się zdziwiłem, gdy moja Yamaha skapitulowała na kolejnym podjeżdzie na drodze do Pura Pasar Agung.
Żeby tam wjechać potrzeba silnika 250 cc lub jechać bez pasażera :)
W drodze powrotnej, na zjazdach mało nie sfajczyłem hamulców. Leciał tylko siwy dym i smród z tarczy hamulcowej.