Thursday, August 20, 2026

Klasztor Drepung, który był kiedyś miastem

Drepung nie robi na mnie wrażenia zwykłego klasztoru. Położony na zboczach gór na obrzeżach Lhasy, wygląda raczej jak całe miasteczko przyklejone do skalistego zbocza. Białe ściany, ciemnoczerwone pasy, złote ornamenty, okna zasłonięte kolorowymi płótnami i dachy zakończone złotymi elementami tworzą niezwykłą architekturę, która z daleka niemal zlewa się z górskim krajobrazem.



Drepung założono w 1416 roku przez Jamyanga Choje Tashi Paldena, ucznia Tsongkhapy, twórcy szkoły Gelug. Przez kolejne stulecia był jednym z najważniejszych ośrodków tybetańskiego buddyzmu i zarazem ogromnym centrum nauki. W najlepszym okresie mieszkały tu tysiące mnichów. Dawne źródła mówią nawet o około 8–10 tysiącach, dlatego Drepung bywa określany jako jeden z największych klasztorów w świecie buddyjskim.



Wchodzę dalej. W jednej z kaplic płoną rzędy małych lampek maślanych. Za szybą stoją figury nauczycieli i bóstw, wszystko jest złote, czerwone, kolorowe i niezwykle szczegółowe. Na zewnątrz światło odbija się od białych ścian, a ponad dachami widać nagie, skaliste góry.



Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Drepung był częścią zupełnie innego świata. Dziś przyjeżdżają tutaj autobusy z turystami, obowiązuje współczesna infrastruktura, a obok wielowiekowych budynków pojawiają się kamery i urządzenia monitoringu. A jednak wystarczy odejść kilka metrów od głównego szlaku, żeby znów znaleźć się w przestrzeni, w której czas płynie znacznie wolniej.



Na ostatnim zdjęciu widać zbocze przygotowane jako miejsce prezentacji gigantycznej thangki podczas święta Shoton.

Drepung nie ma klasycznego, pionowego „muru thangki” jak niektóre inne klasztory; wielką thangkę rozwija się na specjalnie przygotowanym stoku wzgórza za kompleksem klasztornym.

Podczas Shoton Festival, czyli Święta Jogurtu, odbywa się tutaj jedna z najbardziej spektakularnych ceremonii Tybetu. O świcie mnisi wynoszą ogromną, zwiniętą thangkę i rozwijają ją na zboczu, tak aby monumentalny wizerunek Buddy został „oświetlony” pierwszymi promieniami słońca. Współczesne relacje opisują thangkę o powierzchni około 500 m², a w ceremonii uczestniczą setki mnichów i tysiące pielgrzymów oraz turystów.

Co ważne, Shoton rozpoczyna się właśnie w Drepungu. Tradycja święta związana jest z zakończeniem letniego odosobnienia mnichów, których po powrocie witano ofiarowując jogurt,  stąd nazwa „Święto Jogurtu”. Z czasem święto rozrosło się do wielkiego wydarzenia z operą tybetańską i innymi uroczystościami, ale gigantyczna thangka w Drepungu pozostaje jego najbardziej charakterystycznym początkiem.

Wednesday, August 19, 2026

W klasztorze Drepung na zachodnich obrzeżach Lhasy

Stojąc tutaj, łatwiej więc zrozumieć, dlaczego Drepung jest czymś więcej niż tylko kolejnym pięknym tybetańskim klasztorem. To właśnie tutaj znajdowała się dawna rezydencja, od której wzięła nazwę polityczna epoka Dalajlamów.


Nad tradycyjnymi murami i charakterystycznymi dachami powiewa dziś flaga Chińskiej Republiki Ludowej, a przed wejściem stoją autobusy przywożące turystów. W środku natomiast nadal można zobaczyć stare malowane ornamenty, drewniane okna, białe ściany i rząd złotych młynków modlitewnych, które obracają się tak samo jak w wielu innych miejscach Tybetu.





Gaden Podrang, czyli mniej więcej „Pałac Ganden”, był pierwotnie rezydencją Dalajlamów w Drepungu. Budynek powstał w XVI wieku z inicjatywy II Dalajlamy Genduna Gyatso. Przez pewien czas mieszkali tutaj kolejni Dalajlamowie: od drugiego aż do piątego.



I właśnie z tym miejscem wiąże się nazwa Ganden Podrang, która z czasem przestała oznaczać jedynie pałac. W 1642 roku, kiedy V Dalajlama umocnił swoją władzę polityczną, nazwa jego rezydencji zaczęła być używana jako określenie całego systemu rządów. 

Powstał Ganden Podrang –> tybetański system administracji, w którym władza religijna i świecka znalazły się w rękach Dalajlamy.

To jeden z tych momentów, kiedy historia konkretnego budynku okazuje się historią całego kraju.

V Dalajlama ostatecznie przeniósł swoją siedzibę do rozbudowywanego Potali, ale nazwa Ganden Podrang pozostała określeniem systemu politycznego. Potala stała się zimową rezydencją Dalajlamów i siedzibą administracji, podczas gdy latem dwór przenosił się do Norbulingki. UNESCO do dziś opisuje Potala, Norbulingkę i Dżokhang jako zespół miejsc, które łączyły w Lhasie funkcje religijne, administracyjne i symboliczne.



Na starej, chropowatej ścianie znajduje się niewielka tablica: Gaden Podrang, zapisane jednocześnie po tybetańsku, chińsku i po angielsku. Kilka metrów dalej pielgrzym przechodzi obok młynków modlitewnych.

Trudno o lepszy obraz Lhasy.

Kilkaset lat historii, religii i polityki na jednej ścianie, a obok współczesny Tybet, który próbuje zachować swoje dziedzictwo w zupełnie nowej rzeczywistości.

Tuesday, August 18, 2026

Pierwszy wieczór w Lhasie

Poleciałem na miasto. Plan oczywiście miałem. Na początek kupiłem power bank z oznaczeniem CCC, czyli China Compulsory Certification, dzięki któremu mogłem spokojnie podróżować po Chinach, a potem ruszyłem zobaczyć, co jeszcze uda się znaleźć przed zapadnięciem zmroku. Nie chciałem od razu realizować programu z przewodnika, po prostu ruszyłem przed siebie, obserwując miasto i łapiąc pierwsze obrazy Lhasy.


Zobaczyłem z daleka Potala Palace. Potężny biało-czerwony kompleks na wzgórzu natychmiast przyciągał wzrok i trudno było przejść obok niego obojętnie. To właśnie ten widok miałem przed oczami, kiedy myślałem o Lhasie przed przyjazdem.




Po drodze zatrzymała mnie zielona skrzynka pocztowa. Jej forma przypominała mi brytyjskie pillar boxes, charakterystyczne kolumnowe skrzynki, które od XIX wieku stały się jednym z symboli brytyjskiego systemu pocztowego. Pamiętałem ich oryginały z wyspy Penang, w Malezji, a w Tybecie znalazłem wariant chiński.

Chińska poczta ma oczywiście zupełnie inną historię, ale ten znajomy kształt w tak odległym miejscu był dla mnie ciekawym drobiazgiem.



Wieczorem wróciłem w okolice Barkhoru, najstarszego handlowego serca Lhasy, gdzie nocowałem.
Wraz z zapadającym zmrokiem zaczęły rozświetlać się fasady sklepów, a szczególnie rzucały się w oczy ogromne, złocone salony jubilerskie, których architektura wyglądała niemal jak współczesne pałace. 

Jeden z nich należał do Lao Feng Xiang, chińskiej marki jubilerskiej istniejącej od 1848 roku. Przyzwyczajony w Tajlandii do sklepów ze złotem co 100 metrów, musiałem przynać, że oryginalne chińskie wersje są "powalające".

Obok tradycyjnych tybetańskich motywów pojawiły się więc złoto, luksus i współczesny chiński handel.  Był to mój pierwszy wieczór w Lhasie i pierwsza lekcja tego, jak bardzo stare i nowe potrafią tutaj istnieć obok siebie.



 

Monday, August 17, 2026

Lhasa na dwóch kołach. Chińska rewolucja, którą widać na chodniku

Pierwsze, co rzuca się w oczy na ulicach Lhasy, to nie samochody, lecz skutery. Są wszędzie, ustawione dziesiątkami wzdłuż ulic, przed sklepami, hotelami i restauracjami. I właściwie każdy wygląda trochę inaczej.




Dopiero przy bliższym spojrzeniu widać, że nie jest to przypadkowa mieszanina tanich jednośladów. Na jednym parkingu można znaleźć kilka, kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt różnych konstrukcji, marek i modeli. Yadea, AIMA, TAILG, Luyuan, SUNRA, NIU, Ninebot i wiele mniejszych producentów konkurują ze sobą o chińskiego klienta. Niektóre skutery wyglądają jak klasyczne miejskie jednoślady, inne przypominają małe motocykle, jeszcze inne futurystyczne pojazdy z filmu science fiction.



Skala tego rynku jest trudna do wyobrażenia z europejskiej perspektywy. W Chinach funkcjonują setki producentów elektrycznych jednośladów, a największe marki oferują dziesiątki różnych modeli i ich wariantów. To nie jest więc jeden produkt powielany w nieskończoność, ale ogromny, niezwykle konkurencyjny rynek, na którym nowe konstrukcje pojawiają się niemal bez przerwy.

Lhasa jest pod tym względem szczególnie ciekawym miejscem. Miasto leży na wysokości około 3650 metrów, a mimo to elektryczne skutery stały się tutaj jednym z podstawowych środków codziennego transportu. Na wielu z nich można zobaczyć charakterystyczne osłony chroniące kierowcę przed zimnem i wiatrem. Niektóre wyglądają niemal jak zamknięte kokpity- rozwiązanie, które w europejskim klimacie byłoby dość egzotyczne, a tutaj ma bardzo praktyczny sens.



Patrząc na te dziesiątki różniących się od siebie pojazdów, można zrozumieć coś ważnego o współczesnych Chinach. Rewolucja technologiczna nie zawsze wygląda jak futurystyczne laboratorium albo fabryka pełna robotów. Czasami wygląda jak zwykły chodnik w Lhasie, zastawiony skuterami.



 

I właśnie dlatego te zdjęcia zrobiłem. Nie po to, żeby fotografować „chińskie skutery”, ale żeby pokazać fragment ogromnego przemysłu, który w Chinach stał się częścią codziennego życia. Europejczyk patrzy na parking i widzi kilkadziesiąt podobnych pojazdów. Chińczyk widzi natomiast dziesiątki marek, modeli, technologii i przedziałów cenowych.

To chyba jedna z najbardziej charakterystycznych cech współczesnych Chin: technologia przestaje być czymś wyjątkowym i staje się zwyczajnym elementem ulicy. A Lhasa, mimo swojego położenia na dachu świata, jest tego bardzo dobrym przykładem.


Sunday, August 16, 2026

Lhasa: Chiny, które sprzedają się po swojemu

Luckin nie próbuje być kopią Starbucksa. Kawa jest tu przede wszystkim produktem codziennym: zamawianym przez telefon, szybko odbieranym, często kupowanym dzięki promocjom i kuponom. Lokal nie musi być wielką kawiarnią, bo najważniejsza jest wygoda. Zachodni produkt został więc przełożony na chiński sposób konsumpcji. I właśnie to jest jedna z rzeczy, które w Chinach uderzają najmocniej: nie tyle kopiowanie Zachodu, ile jego przetwarzanie na własnych zasadach.


W Lhasie widać to zresztą niemal na każdym kroku. Tradycyjna tybetańska architektura : białe ściany, charakterystyczne okna, czerwone i zielone detale, ornamenty; nie zniknęła. Przeciwnie, stała się częścią współczesnego miasta i jego handlu. W tych samych budynkach działają restauracje, sklepy z pamiątkami, salony usługowe i punkty dla turystów. Stara forma dostała nowe gospodarcze życie.







Na ulicy pojawia się natomiast współczesna technologia. Samochody z zielonymi tablicami, elektryczne auta, taksówki, skutery i gęsty ruch. Tradycyjna fasada i nowoczesny samochód mogą znaleźć się w jednym kadrze i nie ma w tym nic niezwykłego. Lhasa nie wygląda jak miasto, które wybrało między tradycją a modernizacją. Wygląda raczej jak miasto, które próbuje zarabiać na obu jednocześnie.


To samo widać w handlu. Chińskie i tybetańskie napisy sąsiadują ze sobą. Restauracje oferują lokalne jedzenie, sklepy sprzedają pamiątki, a turystyczna ulica staje się jednocześnie wielkim centrum handlowym. Tradycja jest tu nie tylko dziedzictwem kulturowym. Jest także towarem, marką i częścią lokalnej gospodarki.




A potem trafiam na półkę z przekąskami. I chyba właśnie ona najlepiej pokazuje, jak bardzo inny jest chiński rynek konsumenta.




Suszona i pieczona wieprzowina w dziesiątkach wariantów. Cienkie płaty mięsa, przekąski wysokobiałkowe, pieczone kiełbaski, kawałki mięsa w różnych smakach i formach. Małe opakowania, mocne kolory, promocje typu „+15 proc.” czy „+20 proc.” produktu. Ceny kilkanaście albo dwadzieścia kilka juanów. Wszystko gotowe, żeby kupić, otworzyć i zjeść.

To nie jest tylko kwestia tego, że Chińczycy jedzą inne przekąski niż Europejczycy. Cały produkt jest pomyślany inaczej: jego wielkość, opakowanie, smak, promocja i sposób ekspozycji. Na jednej półce powstaje kilkadziesiąt wariantów czegoś, co dla Europejczyka byłoby po prostu „mięsną przekąską”.




 

I dlatego Lhasa jest ciekawa nie tylko jako stolica Tybetu i cel turystycznych podróży. Patrząc na Luckin Coffee, samochody, tradycyjne fasady i półkę z suszoną wieprzowiną, można zobaczyć coś znacznie większego: Chiny, które biorą światowe produkty, lokalną tradycję i nowe technologie, a następnie składają je w swój własny model konsumpcji.

Właśnie ta mieszanka: stare budynki, nowe samochody, cyfrowa kawa i pikantna wieprzowina - mówi o współczesnych Chinach więcej niż niejeden wielki slogan.

Dzień pierwszy - Lhasa - stolica Tybetu

Do Lhasy dotarłem po długiej podróży przez Wyżynę Tybetańską. Pierwsze wrażenie? Miasto jest zupełnie inne, niż wyobrażałem je sobie przed przyjazdem, jest nowoczesne, pełne samochodów i autobusów, a jednocześnie na każdym kroku obecna jest tradycja i religia.




Zatrzymałem się w Thangka Hotel, dosłownie kilka kroków od świątyni Jokhang, w samym sercu starej dzielnicy Barkhor. To świetne miejsce, żeby od razu poczuć atmosferę Lhasy: wystarczy wyjść z hotelu, aby znaleźć się wśród pielgrzymów, mnichów, młynków modlitewnych i uliczek starego miasta.




Sam hotel był dla mnie pierwszym zaskoczeniem. Thangka Hotel nie wygląda jak typowy współczesny hotel. Jego wnętrza są pełne tybetańskich ornamentów, kolorów, malowideł i tradycyjnych detali. Już w lobby i na korytarzach czuć, że znalazłem się w zupełnie innej kulturze. Szczególnie podobało mi się połączenie hotelowego komfortu z wystrojem, który nie próbuje ukrywać, że jesteśmy w Tybecie.




 

Wednesday, August 12, 2026

Pociąg Xining - Lhasa

Trasa kolejowa z Xining do Lhasy liczy około 1950 km i prowadzi przez jedne z najwyżej położonych terenów na świecie, przecinając rozległe pustkowia Wyżyny Tybetańskiej. 

Pociąg wspina się na wysokość ponad 5000 m n.p.m., a po drodze mijają go ośnieżone góry, turkusowe jeziora, stepy i ogromne, niemal bezludne przestrzenie. 

To jedna z najbardziej niezwykłych podróży kolejowych w Chinach, stopniowe przejście z chińskiego Qinghai do wysokogórskiego świata Tybetu.





Widok z okna.
Podróż tym pociągiem i wiele faktów związanych z budową tej linii kolejowej opisałem w artykule na XYZ :
 


 

Monday, August 10, 2026

Zanim opuściłem Xining

Zanim wsiadłem do pociągu i pojechałem do stolicy Tybetu, pokęciłem się po mieście.


Chińskie hotele oraz restauracje to duży rozmach. Nie ma takiej skali jak dworce i lotniska, ale na każdym kroku widać ile się tam nabudowało w ostatnich latach. Podczas tej podróży będą podobały się szczególnie łazienki i ich funkcjonalność. Mam szeroką bazę porównawczą spędziwszy w sumie wiele lat w różnych hotelach w kilkunastu krajach :) W Xining jeszcze nie wiedziałem dokładnie co mnie czeka w zakresie noclegów.


Xining zamieszkują nie tylko Chińczycy Han, ale również Tybetańczycy, muzułmańscy Hui, Mongołowie i Tu. Na ulicach można spotkać jednocześnie buddyjskie klasztory, meczetyoraz chińskie świątynie. Lokalna kuchnia łączy wpływy chińskie, tybetańskiei muzułmańskie.




Xining jest jednym z najbardziej wielokulturowych miast zachodnich Chin.



 

Sunday, August 9, 2026

Pierwsze wrażenia z Xining. W drodze do Tybetu

 W maju 2026 poleciałem do Chin. Po przylocie z Pekinu do Xining, stolicy prowincji Qinghai, mało zaludnionemu obszarowi na Wyżynie Tybetańskiej. Miasto o oficjalnej liczbie mieszkańców 2.5 miliona! wyglądało na puste. Ulice pustawe, żadnych tłoków, bloki mieszkalne o 25 pietrach z ciemnymi oknami wieczorem, jakby nikt tam nie mieszkał, wygodny hotel, super restauracje, wiosenna pogoda, wielkie oddziały banków, gdzie praca posuwa się w zółwim tempie pomimo małej liczby klientów. Takie prowincjonalne miasto większe teoretycznie od Warszawy.




Restauracja ogromna, z prywatnymi pokojami, a nie boksami.


Droga do toalety, gdzieś tam ...za rogiem.


Obiad.


Recepcja hotelowa.


Lotnisko w Xining. No wszędzie te tłumy i ścisk...a tak poważnie, to wszystko wybudowane dla milionów przy coraz szybciej zapaści demograficznej. 

Sunday, June 22, 2025

Indonezja między wulkanem a Moskwą.

W ciągu zaledwie kilku dni czerwca Indonezja znalazła się w centrum globalnej uwagi. Choć wiadomości te nie trafiły na czołówki zachodnich mediów, układają się w opowieść o kraju balansującym między siłami natury, realiami geopolityki i presją gospodarczą. Wybuch wulkanu na wyspie Flores, zaskakująca wizyta prezydenta Prabowo Subianto w Rosji, przyspieszenie rozmów handlowych z Eurazjatycką Unią Gospodarczą oraz decyzja o wstrzymaniu wydobycia niklu w ekologicznym raju Raja Ampat – to cztery historie z jednego tygodnia, które razem ukazują dynamicznie zmieniającą się Indonezję.


 

Wulkan przypomina, kto tu naprawdę rządzi

17 czerwca wulkan Lewotobi Laki-Laki na wyspie Flores wyrzucił słup popiołu na wysokość 10 kilometrów. Mieszkańcy okolicznych wiosek zostali ewakuowani, część połączeń lotniczych w regionie zawieszono. Indonezja, leżąca na Pacyficznym Pierścieniu Ognia, przywykła do trzęsień ziemi i erupcji, ale każda z nich to przypomnienie o fundamentalnej kruchości życia na archipelagu.

W tle tej katastrofy naturalnej rozgrywała się jednak zupełnie inna, bardziej zaskakująca historia – polityczna.

Prabowo wybiera Putina zamiast G7

Podczas gdy liderzy G7 spotykali się w Kanadzie, prezydent Prabowo Subianto udał się do Sankt Petersburga na rozmowy z Władimirem Putinem. Decyzja o nieobecności na Zachodzie i wyborze spotkania z prezydentem Rosji była wymowna – i szeroko komentowana. Oficjalnie mówiono o współpracy w dziedzinie obronności, energetyki jądrowej oraz rozwoju sektora kosmicznego. Wśród planów pojawił się nawet pomysł budowy indonezyjskiego portu kosmicznego na wyspie Biak.

Indonezja stawia na dyplomację wielowektorową. Prabowo wysyła sygnał: archipelag nie zamierza wiązać się wyłącznie z Zachodem czy Chinami, ale będzie prowadzić niezależną grę na własnych warunkach – nawet jeśli oznacza to flirty z reżimami objętymi sankcjami.

Handel z Eurazją – strategia czy ryzyko?

W tym samym czasie władze w Dżakarcie ogłosiły, że finalizują rozmowy o umowie o wolnym handlu z Eurazjatycką Unią Gospodarczą (EAEU), skupiającą Rosję, Białoruś, Kazachstan, Armenię i Kirgistan. Nowy kierunek eksportu ma wzmocnić obecność Indonezji na rynkach alternatywnych, szczególnie w sprzedaży oleju palmowego, kauczuku i kawy.

To jednak miecz obosieczny. Z jednej strony Indonezja szuka zbytu poza tradycyjnymi rynkami i uniezależnia się od wpływów Zachodu. Z drugiej – ryzykuje utratę zaufania dotychczasowych partnerów i pogłębia zależność od gospodarek autorytarnych, które same zmagają się z izolacją.

Raja Ampat: pierwszy krok ku ochronie „ostatniego raju”

W cieniu wielkiej polityki zapadła decyzja, która może mieć długofalowe skutki dla środowiska naturalnego. Rząd Indonezji anulował cztery z pięciu koncesji wydobywczych w regionie Raja Ampat w Papui Zachodniej. Ten archipelag, uznawany za jedno z najbardziej bioróżnorodnych miejsc na Ziemi, od lat był zagrożony przez ekspansję przemysłu niklowego.

Choć jedna firma wciąż działa w regionie, decyzja władz została uznana przez ekologów za milowy krok w ochronie środowiska. Może to być początek zmiany podejścia do eksploatacji zasobów – choć doświadczenie każe zachować ostrożny optymizm.

Kraj, który szuka własnego języka

Wszystkie te wydarzenia – żywiołowe, polityczne, gospodarcze i ekologiczne – tworzą obraz Indonezji na rozdrożu. To kraj, który szuka języka własnej niezależności: jako państwo wyspiarskie, muzułmańska demokracja i rosnąca siła regionalna nie chce być ani satelitą Zachodu, ani klientem Wschodu. Chce mówić własnym głosem. Ale czy uda mu się zachować równowagę, nie rezygnując przy tym z wartości, zaufania partnerów i przyrodniczego dziedzictwa?


Friday, May 30, 2025

Through West Africa [1997] documentary series

In the autumn of 1997, I embarked on a two-month journey through West Africa, visiting Ivory Coast, Ghana, and Benin. A lasting memento of that trip is a five-part documentary series titled Through West Africa.

For now, it exists only in Polish and in its original, unprocessed form. But once I complete my book about adventures in Ivory Coast and Guinea, the series will be released in HD, with versions in both English and French.


 

Monday, May 26, 2025

The Nature of Black Magic - the Senufo people

Spiritual Reality in Everyday Life

In the traditional cosmology of the Senufo people, who inhabit the region of present-day Côte d’Ivoire, the spiritual world is not a separate realm—it permeates everyday reality, influencing health, fertility, harvests, family conflicts, and individual decisions. The foundation of religious life is built upon initiation rites, ancestor worship, secret societies, and ritual art, which materializes and mediates the relationship between the world of humans and spirits. However, alongside officially recognized and socially accepted forms of religiosity, there exists a sphere of taboo—dark, dangerous, marginalized, yet real: the world of black magic.


 

Defining Koni: The Nature of Black Magic

Black magic, known in the Senufo language as koni, is not a coherent belief system but encompasses a broad range of practices that oppose the well-being of the community. In popular belief, witches—both men and women—are thought to possess the ability to manipulate supernatural forces for personal gain or revenge. They are credited with the power to cause illness, infertility, agricultural disasters, and even death. They may also summon the spirits of the dead, not to seek blessings, as is done in ancestor worship, but to exploit their power for harmful, destructive, and sometimes deadly purposes.

Fear, Ambivalence, and Secrecy

Despite social condemnation, witches evoke ambivalent feelings in the community—fear, resentment, and admiration all at once. Their practices are shrouded in secrecy, difficult to detect, and often operate “in the shadow” of official rituals. Knowledge of black magic is transmitted covertly, usually within closed family lineages or informal groups, and exists outside the educational and ritual systems represented by the Poro society—the main initiatory and spiritual institution of the Senufo.

Diagnosis and Punishment

In times of misfortune—sudden death, illness, or the collapse of a household—suspicion of witchcraft may fall on a community member. Direct confrontations are rare. Instead, village elders, diviners, or members of the Poro conduct divinatory rituals to identify the alleged perpetrator. If guilt is confirmed, consequences can be severe: from purification rites to exile, or even violent lynching by the community. Such responses, though brutal, are seen not as acts of revenge but as exorcisms of evil from the social body.

The Moral Function of Fear

Paradoxically, black magic also serves an important normative function. Although forbidden, it reinforces existing moral codes—the fear of its use acts as a mechanism of social control. Avoiding conflict, exercising restraint, forbidding envy, or obeying the elders are motivated not only by ethics but also by fear of becoming a victim of sorcery. Magic, therefore, does not work against the community as much as it becomes its “dark mirror.”

Iconography of Darkness: Art as Protection

The realm of black magic is also reflected in Senufo ritual iconography and art. Masks and sculptures used in initiation, funerary, or purification ceremonies often depict deformed figures in trance, hybrid creatures combining human, animal, and spirit traits—symbolic representations of supernatural forces, including malevolent ones. Their function is not purely aesthetic: they are apotropaic objects, intended to protect the community, homes, and ritual participants from the influence of chaotic forces. Some sculptures and masks are kept in sacred groves or in closed sanctuaries accessible only to initiated members of the Poro.

Ritual Activation and Cosmic Healing

During purification rituals, these objects are “activated” through the recitation of spells, blood offerings, and music. Their purpose is not only to repel negative energy but also to restore disrupted cosmic and social harmony. In this sense, Senufo art performs both therapeutic and spiritual functions—it is a mediator between the sacred and the profane, a symbol of the tension between order and chaos.








Friday, March 21, 2025

Balinese Kite Festival in Sanur

The Bali Kite Festival is an event held in July, where kite enthusiasts use the winds to showcase their designs and flying techniques. During the festival, held at Sanur's Mertasari Beach, participants compete for respect, prestige and prizes for their villages. The festival also has a religious character - its purpose is to thank the Hindu gods for the harvest.



Traditional Balinese kites are huge and require the work of entire teams. Their construction takes about two months and is accompanied by religious ceremonies, including a priest's blessing. The kites symbolize harmony between man, nature and the gods, and their colors - red, white and black - refer to the Hindu trinity.


In Balinese culture, kites (Layangan) are treated with great seriousness. According to legend, the first kite was introduced by Rare Angon, a shepherd and the god of wind, who is also considered an incarnation of Shiva. Kites are not only a part of fun, but also an important symbol in rituals and ceremonies.


The festival features different types of kites, such as the Bebean (fish-shaped), Janggan (bird or dragon-shaped) and Pecukan (leaf-shaped). 

Each kite is a work of art, and its flying is accompanied by gamelan music and the enthusiasm of the crowds.


The festival is not just a competition, but also a celebration of community, tradition and a return to childhood joy, says Yoka Sara, director of a film about kites in Bali. Kites, their construction and flying are deeply rooted in Balinese culture, combining art, religion and community.

More about Balinese kites on: Yv blog.