Monday, May 22, 2017

Mapka Bangkok

Plan sytuacyjny na najbliższy BKK : ( i dorzucam zdjęciem złotej bransoletki za 6 tysięcy dolarów, żeby wpis lepiej wyglądał 🌀 hahahaha )





Friday, May 19, 2017

Ko Poda Tajlandia

Wyspa Poda jest warta odwiedzin. Cały dzień na Ko Podzie ma więcej sensu, niż kołowanie po okolicznych wysepkach.



Ko Poda leży około 6 km od plaży w Ao Nang i za parę groszy jedna z wielu łodzi zawiezie każdego na ten skrawek lądu. Tajowie kasują obcokrajowców po 400 baht za "wjazd" na wyspę, gdyż ponoć jest to park narodowy. Niech mają tą kasę i niech nie wylewają tam betonu, jak na wielu innych swoich wyspach.


Na wyspie nie ma pioropuszy palm jak w Indonezji i problem jest znalezienie ocienionego piasku tuż przy brzegu.


Przypływ zalewa skrawek "naszej podłogi".


Woda nie jest kryształowa, ale znacznie czyściejsza niż przy stałym lądzie. Masowa turystyka ( 30 milionów w 2016 roku ) i burzliwy rozwój infrastruktury owocuje degradacją środowiska naturalnego w solidnym tempie. Od 17 lat jestem świadkiem zaśmiecenia wód tajskich, a przecież już ćwierć wieku temu nie było tu różowo.


Upał jak na Saharze. Można się poczuć jak rozbitek Robinson, bez kozy i Piętaszka, ale za to z wodą pitną w butelkach.



No, ale nie ma co marudzić...jest to ciągle zakątek raju, który jest w zasięgu prawie każdego z IQ100.








@@@@@@@@@@@@@@@@@@@


Thursday, May 18, 2017

Ponownie na wyspie penisów

koło Ao Nang.



Penis to niezwykle ważny amulet w Tajlandii. Nazywa się palad kik i nosi się GO ze sobą : odlanego z mosiądzu, albo wystruganego z drewna ---> ma zapewnić wielką "witalność".
Tak jak wszędzie na świecie, również w Tajlandii wszystko kręci się wokół pieniędzy i seksu.
Tajowie modlą się o pieniądze w swoich świątyniach, a penisy stawiają na ołtarzach lub noszą w kieszeni.

Ta moda inspiruje ludzi z innych kultur, również z Polski.  Swego czasu sprzedawałem na allegro wiele palad kik. Natomiast na eBayu aukcje z takimi amuletami w kształcie organów s...były systematycznie usuwane przez amerykańskiego admina.
Wiadomo, że Ameryka była bardzo pruderyjna odkąd wylądowali na niej Brytyjczycy i tak zostało im do dziś. ( jaką daleką podróż przeszła kultura europejska od czasów Starożytnych Greków i jakim jest mutantem z wieloma głowami w dzisiejszych czasach )

Okazuje się, że daleka Tajlandia ( z dochodem rocznym zaledwie $5,000 na łeb )  może być bardzo progresywna w wielu sferach życia, pomimo, że 90% Tajów wywodzi się ze wsi ( w pierwszym lub drugim pokoleniu ).



Tajska policja zawitała na wyspę. Ciekawe co tam robili w sześciu chłopa na małej motorówce ?
Wydaje się, że jest nadprodukcja krawężników w Syjamie.



Ten koleś z bukietem kwiatów wpadł na genialny pomysł, aby sobie strzelić "ślubne video" tudzież trochę fotek na wyspie. Oby stał mu jak najdłużej !!!


Tłum ludzi przepłoszył raka pustelnika.



Od czasu mojego ostatniego pobytu przybyło tu trochę nowych tablic ostrzegawczych. Ta moda wywodzi się z Zachodu i ma za zadanie "straszyć" obywateli.
Najfajniejsza tablica to ta "Tsunami" ( w Indonezji są jeszcze fajniejsze ). Nie ma strzałek i nie wiadomo gdzie uciekać !!! jak przyjdzie wysoka fala.


Przy łodzi z żarciem nie ma jeszcze tablicy " Dangerous food ! Beware of sraczka ".
Wiadomo, nie ma jeszcze Sanepidu w Tajlandii, ale to kwestia najbliższych lat. Z czasem będzie więcej kontroli wszystkiego i wszystkich. Jak na Zachodzie :)



Martwie sie o kolesi, których penisy leżą zapomniane w jaskini. Czy ich życie seksualne jest już do dupy ? Czy zapomnieli o swoich talizmanach lekceważąc ich wpływ na swoje szczęśliwe życie i pożycie ???

Byłem kiedyś w pewnej jaskini w Birmie, gdzie  przyjezdni nie stawiali penisów, ale posążki Buddy.
Posążki miały zapewnić im dobrą karmę.



Jaskinia jest tam w rogu, za towarzystwem z linami


Sunday, May 14, 2017

Pierwsze 133 dni tego roku ( 19 tygodni z bańki )

Puściłem kilka bąków, Przeleciałem kilka tysięcy kilometrów, wypiłem kilka piw i już prawie mija pół roku. Jak ten czas popierdala !!!



Retrospekcja wydarzeń:









Jestem liderem - trasa Londyn Bangkok - co roku :)








Powrót do Azji. Wsiadam do samolotu BA bez kul i lecę się ogrzać !!









Co brakuje w Azji - to dobrego browara, szczególnie przy temperaturze przekraczającej codziennie 30 C stopni.


Moja fascynacja Meksykiem nasila się.
































#jalanjalan Prachuap Khiri Khan ---> Ao Nang ( Krabi ) 503 km

Trzeci dzień w drodze, trasa wiedzie przez Przesmyk Kra.

Po minięciu Surat Thani skręcam w drogę 44, która trawersuje przesmyk i prowadzi prosto nad morze Andamańskie, do Krabi i dalej na wyspę Phuket. Droga ma dwa pasy w jedną stronę i minimalny ruch. Można tam spokojnie jechać z prędkością 140 km/h.



Odcinek między Prachuap Khiri Khan i Chumpon. ( droga 4 )


Jesteśmy w Ao Nang.


Kon Dam przed naszym guesthousem prowadzonym przez Norwegów.



Jeszcze "łapiemy się " na spacer po plaży przed zachodem słońca.



Pierwszy wieczór w Ao Nang. Niech żyje tajskie "street food" !!


Ta micha pataja za 80 baht wymiata ! Bez cukru jak w Chiang Mai.


@@@@@@@@@@@@@@@@@@



Friday, May 12, 2017

#jalanjalan Nakhon Sawan --> Prachuap Khiri Khan = 520 km

Napieramy !!  W Tajlandii nie ma autostrad, za to są tysiące kilometrów dróg z dwoma pasami i szerokim poboczem. Jeszcze brakuje im wiele obwodnic, ale nie ma co narzekać.


Żadnych policjantów ze suszarkami. Żadnych mandatów. Dziki Wschód !



520 km między Nakhon Sawan, a Prachuap Khiri Khan. Śniadanie i obiad na stacjach paliw.



Hotel nad morzem : Prachuap Beach Hotel - jedynym jego plusem - jest dobre położenie. Styka na jedną noc.


Tak jak w każdym nadmorskim miasteczku w Tajlandii - woda ma kolor mułu, a wodorosty zdechły już dawno.


Można sobie pochodzić na bulwarze i zjeść świeży 'sifud'.




Miasteczko ma kilka klimatycznych spelunek serwujących zupę z makaronem i mięsnym wkładem.



Thursday, May 11, 2017

#jalanjalan Chiang Mai --> Kamphaeng Phet --> Nakhon Sawan 460 km

Wyjechaliśmy z Chiang Mai po 9 rano. Nie ma pośpiechu.  Do Nakhon Sawan jest tylko 460 kilometrów.



Ta sama rzeka co w Chiang Mai !  Ping river - jakby szersza tylko i wolniejsza w Kamphaeng Phet.



Czas na obiadek.




Hotel w Nakhon Sawan bardzo wygodny i taniutki. Nie zatrzymują się tu często obcokrajowcy.


Widok o okna.


Pa Thani Hotel przy głównej ulicy, z dużym parkingiem.


Paradise Park to największy rekreacyjny teren jaki widziałem w jakimkolwiek tajskim mieście.


Setki młodych i starych rusza się tu aktywnie każdego dnia. Mój stereotyp leniwych Tajów nielubiących się ruszać i pocić został zachwiany.