Wednesday, February 1, 2012

Kanchanaburi Tajlandia

Do Kanchanaburi przyjechałem pierwszy raz po 6 latach pobytu w Tajlandii. Trochę upłynęło czasu, ale nie przepadam za „turystycznymi” miejscami. Kanchanaburi zaskoczyło mnie na plus. Okazało się, że to miasteczko nie żyje tylko martyrologią.



W Kanchanaburi jadłem jeden z najlepszych steaków, mieszkałem w fajnym guesthousie za przystępną cenę, buszowałem po targu biżuterii i byłem w pobliskim muzeum z biżuterią odkrytą w neolitycznych grobowcach. Odwiedziłem chińską świątynię, a Yin zrobiła „ciuchowe” zakupy.



Oczywiście zaliczyłem kolej, most i cmentarz oraz miasto Khmerów Mueang Sing.


P.S.

Mateusz - A stamtąd do przełęczy „Trzech Pogód” jest rzut kamieniem.


Tuesday, January 31, 2012

Sunday market w Chiang Mai. Tajlandia


Jako były mieszkaniec Chiang Mai z kilkuletnim stażem chętnie przyglądam się i oceniam tamtejsze markety.

Ciągle najtańszy jest Wororot z dobrymi sklepami oferującymi tekstylia, żywność, owoce i kwiaty.

Lampiony Lanna na Wororot market.

Zestaw przypraw za 120 baht.

Night Bazaar podupada z roku na rok i wieczorną porą nie ma tu już takich tłumów jak 10 lat temu. Wiele sklepów na drugim piętrze, na przeciwko Kalare Food Center bywa pozamykane, a przecież towar tam sprzedawany był zawsze najtańszy ( prosto od producentów ). Turyści preferujący zakupy na ulicy z wózków na kółkach zawsze przepłacają, bo ciuchy i handicraft tam oferowany pochodzi od „małych ryb” –pośredników.


Za to Niedzielny Targ nie dość, że się rozrasta, to ciągle przybywa tam ciekawych wytwórców i handlarzy Birmańskich oferujących prawdziwe antyki. Ulica Rachadamnoen i sąsiednie napakowane są stoiskami z jedzeniem, który daje dosłownie cały przegląd kuchni tajskiej z byłego królestwa Lanna.

Lampiony, bizuteria z drewna i ze srebra, ubrania, zabawki, obrazy, jedwab tajski, ceramika, instrumenty muzyczne, psy, koty, króliki – nawet najbardziej wybredny turysta znajdzie tutaj swój gadżet lub suwenir.

Nieśmiertelna tajska sałatka z mango.


Właśnie zaczął się sezon na mango. Kwaskowy gatunek mango na liściu bananowca i pod pokrywą lodu.



Thursday, January 26, 2012

Baule Blolo Bian & Blolo Bla


I used to travel frequently to Cote d’Ivoire in 1990’s. I passed the Baule villages on my way to Northern Ivory Coast, to Senufo people. I had never spent even one night in a Baule village. The Baule statues which I'd been eagerly collecting where purchased in Abidjan or by Hausa traders in Man town.


Today I’m dealing with spirits filing so densely the Asian underworld. The belief in the immortality of ancestors’ souls in South East Asia is also strong as in West Africa.


The wooden sculptures of the Bale remain me the Batak’s and Timor forefathers.


The postcolonial Blolo Bian and Blolo Bia are characterized by a greater expression than Asian sculptures. The elaborated details as hairdressing and face scarification give an extra dose of power and elegance. I think that Thai spirits have a great respect for the supernatural mediums from Africa.

Polowanie na srebrną biżuterię plemienną.


Mieszkanie w Dolinie Ciemniaków ma wbrew pozorom wiele plusów dodatnich.

Wspomnę tylko o dobrym klimacie, własnym ogródku z organicznym żarciem i ziołami. Blisko też jest do Złotego Trójkąta, gdzie kobitki z plemion górskich noszą jeszcze srebną biżuterię.


Srebrna bransoleta noszona przez kobietę Szan na obszarze granicznym między Tajlandią, a Birmą.

Jak ciężko jest o prawdziwe plemienne ozdoby nie muszę chyba pisać. Tak jak kiedyś w Czarnej Afryce pod koniec czasów kolonialnych „Białasy” wykupili cenne maski plemienne, tak teraz postęp plastikowej cywilizacji i „edukacja”wykańczają tradycyjne społeczności w Azji Południowo-Wschodniej.


Ceny ręcznie kutego srebra poszybowały do góry nie tylko ze względu na cenę kruszcu. Starzy plemienni złotnicy ( srebrnicy ? ) wymierają, a nowe pokolenia inwestuje nadwyżki gotówki w złotą biżuterię wytwarzaną maszynowo.



W sobotę jadę do Chiang Mai odwiedzić kilku handlowców srebrnego rękodziała. Czy jeszcze będą jakieś cacka do kupienia, czy to już koniec i polowanie trzeba kontynuować w Laosie i Birmie.


Tuesday, January 24, 2012

Budowa tradycyjnego domu tajskiego.

W dolinie Ciemniaków prace toczą się swoim rytmem. Ekipa budowlana z sąsiedniej wioski hebluje tekowe deski i stawia ściany na pietrze.


Jeszcze kilka dni i będzie można zacząć robić parter. Tak, tak... w Tajlandii dom buduje się od góry, gdy np. na wyspie Bali budowę domu zaczyna się od posadzki. Nie jestem budowlańcem, ale aktywnie odkrywam tajniki azjatyckiej architektury w terenie, a nie tylko w książkach.

Trwa obecnie zakaz wyrębu drzew z lasu. Nawet jak las jest twój, to wycinka drzewa w najbliższych tygodniach jest nielegalna. No ale, to jest Azja. Szef policji, szef wioski pomogą ochoczo gdy ich się powiadomi o „nielegalnej wycince”. Buddyści to szlachetni ludzie spieszący stale z pomocą bliźnim. Tak, więc mamy zapasy drewna szlachetnego w razie czego...

Maszyna do heblowania desek.


Palimy liście opadające z drzew tekowych i owocowych. Za dwa miesiące będzie tu trawnik. Na razie można tu tylko fiknąć kozła potykając się o wystający korzeń.


Przygotowując grunt pod kolejny dom, zacząłem się interesować traktorami. Traktor przyda się do „prostowania” wzgórza i na polu. Godzina wynajmu traktora kosztuje w dolinie Ciemniaków 800 baht. Nie muszę wam tłumaczyć jaką żyłą złota jest traktor w sezonie źniwnym.

*****

Mam znajomego architekta z Hiszpani zasiedziałego od lat w Tajlandii. Odkąd stał się włąścicielem traktora, to z wynajmu maszyny wyciąga wiecej niż z fuch z rodzinnego biura projektowego na Majorce. No, ale wiadomo ... w Hiszpanii recesja, a w Tajlandii prosperita.

Monday, January 23, 2012

Wyprawa do Ekas Bay. Lombok


Dziewicze wybrzeże Południowego Lombok to z pewnością jeden z przyszłych rajów turystyki masowej. Póki co, nie wiele się tam dzieje. Dojazd do wielu zatok i przylądków jest mordęgą. Czy samochodem, czy motorem tudno o większą prędkość niż 30 km/h.


Studiując mapę doszedłem do wnioski, że szybciej dotrzemy tam na „skróty” niż główną drogą przecinającą Lombok z zachodu na wschód.

Opuścilismy Kutę w kierunku międzynarodowego lotniska i po przejechaniu 13 km zboczyliśmy z głównej drogi kierując się na wschód, a później na północ.



Następne 12 km przejechaliśmy zygzakiem omijając tysiące dziur w asfalcie przypominającym pupemks. Slalom okazał się męczący i przystanki były okazją do rozprostowania mięśni. Baba sprzedając ryby z rożna przy drodze była jedną z atrakcji, hehe...

Ten meczet miał diabelskie głośniki. Ludzie mieszkający w promieniu 300 metrów musieli mieć zdewastowane narządy słuchu.

Wróciliśmy na główną drogę i rozgladaliśmy się za warungiem z kawką. Był nawet taki „zajazd” składający się z drewnianej budy. Stojący po przeciwnej stronie meczet miał tak silne głośniki, że skutecznie odstraszył nas od postoju i zniechęcił do drugiego śniadanka.


Kolejne kilometry pokonaliśmy po dobrym asfalcie i po godzinie dotarliśmy do wioski rybackiej Ekas. Upał dawał się już we znaki, a my szukaliśmy jedzenia. Było to zajęcie dla najwytrwalszych ( naprawdę głodnych ). Matys znalazł jakiś kocioł z zupą i raczył się miejscową nalewką z makaronem otoczony wianuszkiem tubylców.

Dziewczyna z bezimennej wioski nad zatoką Ekas.

Matys po konsumpcji zupy z kociołka odzyskał energię i zaczął wypytywać tubylców o drogę na przylądek Tanjung Sangulap. Miała tam być zajebista restauracja wisząca na klifie i plaże z 3 - metrowymi falami.

Thursday, January 19, 2012

Ballada o Supelku. Co jedzą wieśniacy w Tajlandii.


4- letni Supelek ( prawdziwe imie ! ) mieszka w mojej wiosce. Poświęciłem trochę czasu i śledziłem małego koleżkę wieczorową porą.


Supelek dostał od jednej kobitki świeże żabki do konsumpcji. Zaniósł je w plastikowym woreczku do babci Chandi, która słynie z gotowania pysznych żabich salatek. ( zrobiło się szybko ciemno i nie wyśledziłem Chandi podczas gotowania )



Żaby to przysmak tajskich wieśniaków. Żadne udka. Żaby gotuje się w całości i przyrządza z przyprawami i ziołami.


Supelek podczas wieczornej kąpieli w wiosce Nasa.


W tropikalnych krajach słońce szybko umyka za horyzont. Supelek musiał się spieszyć z kąpielą w plastikowej miednicy za kuchnią. Czekała na niego kolacja...