Thursday, August 23, 2012

Centrum medytacji w Chiang Dao.

W Chiang Dao oprócz jaskini jest również centrum medytacji usytuowane na zboczu góry.


W Tajlandii nie ma żadnych wytyczonych szlaków dla piechurów, gdzie na drzewach znajdziecie kolorowe paski farby. Nie jest to kraj dla wędrowców.

Wszyscy tutaj poruszają się "na" lub "w" maszynach napędzanych paliwem kopalnym po asfaltowych drogach. Żeby mieć namiastkę obcowania z naturą, trzeba zadekować się w jakimś "resorcie", gdzie jest kilka naturalnych ścieżek ( które się szybko kończą ).



Resort Malee ( figuruje nawet w Lonely Planet ) jest zbiorem kilku szałasów w rustykalnym stylu  usytuowanych w malowniczym zakątku u podnóża góry Doi Chiang Dao.
Nocleg w chatach z drewna kosztuje między 450, a 1300 baht. Te droższe bungalowy położone są najdalej od recepcji. Jest to miejsce najwidoczniej zaprojektowane dla Farangów.  Tajowie preferują wypoczynek "na kupie", w najbliższym sąsiedztwie, okno w okno.

Malee jest 5 km od miasteczka i bez własnego środka lokomocji można poczuć się odciętym od cywilizacji, szczególnie od 7eleven.
Niektórzy wypożyczają rowery i trenują ambitnie górskie podjazdy :)


Śniadanko jak najbardziej europejskie ( z tostami ) serwuje kilka jadłodalni w miasteczku. Kawa pochodzi z okolic Chiang Rai i ma dobry smak, szczególnie wcześnie rano.



Do Centrum medycji trzeba wejść pod górkę.


Wielebny mnich Sim "zorganizował " na tacę ponad 17 milionów bahtów i w 1992 roku ukończono pagodę na stromym zboczu oraz te betonowe schody, które ułatwiają wejście do Watu Tham Pha Phlong, gdzie mieści się centrum medytacji.



W jaskini, która jest obecnie częścią świątyni wiszą portrety "mistrzów medycji" z ostanich dziesięcioleci.

Wdrapałem się na sam szczyt i podziwiałem równinę przeciętą prawie niewidzialną rzeką Ping. W XVI wieku przez te  tereny biegła granica z Birmą.


Pogoda ma kapliczkę w stylu Rattanakosin. Kolorowy witraż przypomina sakralną architekturę w Europie. Jak wiadomo kultury na świecie przenikają się.

Sunday, August 19, 2012

Kolacja z Sunday Market w Chiang Mai.

Kolacja na wynos.
Mój dzisiejszy plan był prosty. Wypad na niedzielny rynek i zakup kilku azjatyckich specjałów kulinarnych.


Przemierzałem szybkim krokiem ulicę Phapokklao. Granatowe chmury nadciągały znad Doi Suthep i obawiałem się deszczu, który mógł popsuć moje zakupy.


Sunday market w Chiang Mai bardzo rozrósł się w ostatnich siedmiu latach.
Już kilka ulic w obrębie fosy okupują sprzedawcy rękodzieła i kucharze oferujący swoje potrawy i specjały. Na skrzyżowaniu Phapokklao i Ratchamankha ustawiana jest prowizaryczna scena na której produkują się lokalne gospodynie z kółek wiejskich.


Do domu dotargałem tylko połowę siatek z jedzeniem. Pataj z krewetkami i jajkiem miał kwaskowy smak tak jak lubię.



Wietnamskie danie zwane kaw kup nem, czyli gotowany ryż zmieszany z drobno pokrojoną wieprzowiną na kwaśno z dodatkiem cebuli i orzeszków smakowało wybornie i nie ustępowało podobnym serwowanym w wietnamskich knajpach w Bangkoku.



Nieśmiertelna sałatka mango z krewetkami i suszonymi rybkami nie była za bardzo pikantna.



Gdy wracałem obładowany prowiantem w kierunku Chiang Mai Gate, panie z kółek ludowych już pląsały na scenie.



Zapadał zmrok i niedzielny rynek wypełniał się szczelnie lokalsami i turystami.

Tuesday, August 14, 2012

Chiang Dao Cave. Spektakularna jaskinia w Tajlandii.

Najbardziej spektakularna jaskinia w Tajlandii znajduje się 70 km na północ od Chiang Mai.


Masyw Chiang Dao widziany z drogi, 3 kilometry od wejścia do jaskini.

Chiang Dao Cave jest kompleksem wielu podziemnych sal i korytarzy wydrążonych przez tysiąclecia w miękim podbrzuszu góry Doi Luang Chiang Dao. Góra Chiang Dao ma wysokość 2,240 metrów n.p.m. i jest trzecim co do wysokości szczytem w Tajlandii.


Dla zwiedzających udostępnionych jest tylko kilka komnat i tuneli o długości około 2 kilometrów. Cały kompleks ma ponad 10 km długości i jest wart penetracji.



Wejście do jaskini jest bardzo malownicze. Kamienne stupy porośniete mchami i sadzawka z krystaliczną wodą wypływającą z jaskini przypomina wyglądem balijskie świątynie ulokowane na zboczach wulkanu.



Ostanie spojrzenie w niebo i zagłebiam się w czeluście jaskini. "Wjazd" do jaskini kosztuje 40 baht.



Pierwsze dwie komnaty są oświetlone światłem elektrycznym i napakowane skromną liczbą posągów Buddy. Mają w sumie około 800 metrów długości.



Trzy dalsze jaskinie o nudnych tajskich nazwach Tham Maa (735 metrów), Tham Kaew (477 metrów ) i Tham Naam (660 metrów ) można oglądać w towarzystwie przewodnika z latarnią. 


Formacje skalne oraz stalatyty i stalagmity przybierają różne fantastyczne  formy. Tajski przewodnik ( który kosztuje obligatoryjnie 100 baht - opłata za światło ) nie zna angielskiego, a i po tajsku trudno się coś dowiedzieć o jaskini. Formacje wyrastające z podłoża lub wiszące w zadziwiający sposób kojarzą sie miejscowym z różnymi zwierzętami i mają banalne nazwy typu "słoń" lub "pies".

Powietrze jest wilgotne i już po pół godzinnym pobycie odczuwam ograniczoną ilość tlenu. Gostek z latarnią nie ma nawet pojęcia jaka panuje temperatura w jaskini, choć oprowadza po niej ludzi przez 20 lat.



Facet z latarnią bierze kasę, bo zna drogę między jaskiniami. Zgubienie się w tym podziemnym labiryncie może być koszmarem na miarę filmu "The cave". Odgłosy niewidzialnych nietoperzy i pełzające po ziemi skorupiaki - skrzyżowanie pająka z krabem to zapewne nie wszyscy lokatorzy jaskini.



Jaskinia Thum Ma ma 735 metrów długości i łączy się z kolejną jaskinią wąskim tunelem, gdzie trzeba gramolić się na czworakach.



Jaskinia robi na mnie większe wrażenie niż

Tham Lot w Tajlandii
oraz
Pindaya Cave w Birmie.

Wednesday, August 8, 2012

Amulet z Wat Chom Thong.

Lubię złoty kolor w Tajlandii. Jest to barwa władzy i prestiżu. Każda świątynia jest napakowana złotem i złotą farbą. Złoty dominuje w umysłach Tajów i kojarzy się im z dobrym samopoczuciem. W europejskich głowach najczęściej zieleń sprzyja relaksowi.


Odwiedziny tajskiej świątynii są właśnie relaksem. Nie ma kazań, nie ma straszenia piekłem i nie ma sztywnych godzin wspólnych modlitw. Panuje pełna demokracja. Każdy relaksuje się przy posągach Buddy  odmawiając swoje prywatne mantry w dowolnie wybranym dniu i porze.



Każda szanująca się świątynia "wydaje" swoje amulety. Wat w Chom Thong, którego pełna nazwa brzmi Wat Phra That Sri Chom Thong założony w VIII wieku również produkuje swoje amulety.



Amulet z roku 2549 wybity przez mnichów z gliny i sekretnych substancji jest w obiegu od 6 lat. Pieniądze zebrane ze sprzedaży amuletu służą do prowadzenia renowacji wiekowej świątynii.



Wat leży 60 km od Chiang Mai przy drodze 108 prowadzącej do Mae Sarieng.

Friday, August 3, 2012

Wróciłem z Chom Thong. Północna Tajlandia

Wróciłem dzisiaj z Chom Thong.


W CT było tak jak lubie, czyli kultura, historia, dobre jedzenie i relaks.



Krajobraz z ryżowiskami i granatowe wzgórza masywu Doi Inthanon przypominały do złudzenia okolice Ubud na Bali.


W drodze między jedną wioską, a drugą.


Wieczór już w Chiang Mai.


I jeszcze trochę pracy umysłowej przed północą.

P.S.
Wow ! Polska dogoniła w tabeli medalowej Mongolię i Indonezję. ( wioślarki zdobyły brązowy medal dzisiaj ). Oj, żeby tylko Tajlandia nie przegoniła naszych w Londynie.

P.S. 2

W Tajlandii znają dwóch polskich sportowców: Andrzej Grubba i Jerzy Dudek. Jest szansa, że za 20 lat będą znali jeszcze jakieś polskie nazwisko ?