Wednesday, November 7, 2012

Łysi wyjeżdżają ze świątyni. Tajlandia

Nauczyłem się pić dużo wody. Gdy temperatura nie przekracza wyraźnie 30 stopni muszę odwiedzić ze trzy razy toaletę przed obiadem.


Jeden z moich ulubionych kibli w Chiang Mai jest zlokalizowany na terenie Wat Chedi Luang ( ten po lewej stronie, na końcu, za chedi ). Parkuje motor przy wejściu i rozglądam się dookoła w drodze do toalety. Prawie zawsze coś się dzieje ciekawego. A to fajna turystka w szpilkach 3- calowych, a to jakiś fotogeniczny gostek obwieszony amuletami.

Wczoraj zaparkowało 5 czerwonych songtewów. Gdy wracałem były już wypełnione łysą młodzieżą, gotowe do odjazdu.

Sunday, November 4, 2012

Lunch time w Chiang Mai.

Jak to mawiają : "wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu ".
Więc wróciłem do domu i następnego dnia zjadłem obiad w ulubionej knajpie.


Smażony makaron bami z warzywami i wieprzowiną.


Cola z lodem.
Gdy jest ponad 30 stopni, to rezygnuje z szejka bananowego lub innego i łykam coś z lodem.


Literatura piękna. Zaraz po powrocie z Malezji udało mi się kupić powieść Kenzo Kitakata.
Haruki Murakami to słabsza kopia Kenzo.


Dziś niedziela !
Koniec blogowej twiurczoościii.
Spadam...lecę na Sunday Market...

Saturday, November 3, 2012

Jedzenie w Malezji : martabak numer jeden.

Podczas ubiegłorocznego pobytu w Malezji, stołowałem się głównie w chińskich kopi shopach i popijałem hinduskie piwo.
 Tym razem przerzuciłem się całkowicie na hinduskie knajpy. Miałem "smaka" na biryani i masala, o które nie łatwo w Tajlandii.



Tymczasem absolutnym hitem okazały się martabak, które są również serwawane w Tajlandii. Malezyjskie martabak okazały się rewelacyjne.
Te naśleniki pochodzące z Jemenu są znane w całym muzułmańskim świecie. Najlepsze były z drobno posiekaną baraniną z dodatkiem jajka, czosnku, ogórka i cebuli.
Również martabak z kurczakiem smakował wyśmienicie. Muzułmańscy Hindusi opanowali perfekcyjnie przyrządzanie martabak.