Showing posts with label Chiny. Show all posts
Showing posts with label Chiny. Show all posts

Sunday, September 20, 2026

Pielgrzymka nie polega na dojściu do celu, tylko na tym, że cały czas trzeba iść.

Po płaskim terenie można spokojnie "zasuwać" z mniejszym plecakiem na grzbiecie. Na trasie nie ma już jaków i gdy nie załatwi się w porę tragarzy w Darchen, trzeba swój sprzęt i zapasowe gacie nosić na tej znacznej wysokości powyżej 5000 metrów nad poziomem mórz i oceanów.


Człowiek idzie pod Kailaszem i po pewnym czasie przestaje już wiedzieć, czy to on idzie, czy może góra powoli przesuwa się razem z nim, bo przecież tutaj wszystko jest względne, nawet odległość, oddech i czas, a jedyną rzeczą, która się nie spieszy, jest wiatr.




Dolina prowadząca w stronę legendarnej góry Kailasz jest widowiskowa

Ja bym zmienił to zdanie w duchu obecnego dżenderyzmu i poprawił je:

" Dolin prowadzący w stronę Kailasz jest widowiskowy " , bo ta -owa zupełnie nie pasuje do podpisu. Prawdziwa, charakterna wyprawa, a tu jakaś końcówka owa w podpisanym zdjęciu.

Strumień płynie sobie jak gdyby nigdy nic, ludzie brodzą obok niego z kijami, plecakami i minami pielgrzymów, którzy wiedzą coś, czego ja jeszcze nie wiem, i nagle przychodzi mi do głowy, że być może cała wielka duchowość świata zaczyna się właśnie od tego, żeby rano wstać i po prostu ruszyć przed siebie.




Na tej wysokości człowiek odkrywa, że jego wielkie cywilizacyjne osiągnięcia mają niewielką wartość, bo samochód został daleko, telefon milczy, serce bije jak oszalałe, a najważniejszym przedmiotem w plecaku staje się butelka wody.



Ktoś zatrzymał się przy kamieniu, ktoś inny przywiązał do niego biały szal, jeszcze ktoś dorzucił własną modlitwę i poszedł dalej, więc pomyślałem sobie, że kamienie w Tybecie mają chyba więcej znajomych niż niejeden człowiek w Europie, bo każdy zostawia im tutaj coś od siebie.




 A potem droga znowu zaczyna się wspinać, człowiek patrzy przed siebie i mówi sobie jeszcze tylko kawałek, jeszcze tylko tamten zakręt, jeszcze tylko tamta skała, po czym odkrywa, że za tamtą skałą jest następna, a za nią następna, i wtedy zaczyna rozumieć, że pielgrzymka nie polega na dojściu do celu, tylko na tym, że cały czas trzeba iść.

Thursday, September 17, 2026

Chuku Gompa

Pierwszym ważnym przystankiem na trasie jest Chuku Gompa. 

Klasztor przyklejony do skalnego zbocza wygląda z dołu niemal jak część góry. Zatrzymuję się tutaj razem z pielgrzymami: jedni odmawiają modlitwy, inni obracają młynkami modlitewnymi, jeszcze inni po prostu próbują złapać oddech.


Chuku leży wysoko nad doliną Lha Chu, a żeby się do niego dostać, trzeba wspiąć się po stromym zboczu. 

Na tej wysokości każdy dodatkowy metr zaczyna mieć znaczenie. Powietrza jest mało, ale wokół jest go aż nadto, haha... ogromna przestrzeń, skały, niebo i góry.




Chuku Gompa ma historię sięgającą XIII wieku. Obecny klasztor jest jednak znacznie młodszy, został odbudowany w latach 80. XX wieku, po zniszczeniach rewolucji kulturalnej.



 

Wednesday, September 16, 2026

Filmy o Tybecie

Skończyłem montaż trzeciego, ostatniego reportażu z podróży po Tybecie. 
Jest to po prostu "kapsuła czasu", bez ambicji artystycznych. 

Pierwsza część reportażu na moim kanale YT jeszcze w tym tygodniu.



Druga część o pilegrzymce wokół Kailasz za trzy tygodnie.


 Ostatnia część tryptyku za 6 tygodni.

To jest zapowiedź pierwszego filmu:


Kailasz - pierwszy dzień pielgrzymki

Wchodzę w dolinę, którą przez stulecia przemierzali pielgrzymi. 
Na początku są jeszcze ludzie, kolorowe flagi, stupy i miejsca, przy których można zatrzymać się na chwilę modlitwy. Dalej krajobraz szybko zaczyna się zmieniać, zabudowa znika, ścieżka prowadzi wzdłuż rzeki, a nad doliną coraz wyraźniej pojawia się Kailasz.


Selfie, gdy już się zgrzałem :)  (bez czapki)






Nie ma to jak chińska flaga powiewająca w każdym miejscu w Tybecie. To może bardzo boleć miejscowych...... i boli.


Po drodze mijam kamienie pokryte tybetańskimi modlitwami. Niektóre są starannie wyryte, inne wyglądają jak fragmenty większych kamiennych murów, które powstawały tutaj przez lata. To nie jest zwykły szlak turystyczny. 

Każdy kolejny kilometr prowadzi mnie coraz głębiej w przestrzeń, którą pielgrzymi traktują jako świętą.



 Pierwsza godzina marszu nie jest jeszcze szczególnie trudna. Problemem nie jest podejście, lecz wysokość,  jesteśmy przecież ponad 4600 metrów nad poziomem morza. Idę więc powoli, oszczędzając oddech i patrząc, jak z każdym zakrętem doliny góra staje się coraz większa.

Kailasz nie trzeba tutaj szukać. Zaczyna po prostu towarzyszyć pielgrzymowi.

Tuesday, September 15, 2026

Darchen, od pasterskiej osady do bramy Kailaszu

Co zapamiętałem z Darchen? Dwa tematy:

Podgrzewaną podłogę w pokoju hotelowym oraz wyczekiwania na wpuszczenie na trasę pielgrzymki wokół góry Kailasz. Wyczekiwanie było wyczerpujące i flustrujące, dlatego same miasteczko stało się mało istotnym tłem.


Darchen wygląda jak małe, całkiem nowoczesne tybetańskie miasteczko. Są szerokie ulice, hotele, restauracje, sklepy, samochody i charakterystyczne chińskie dekoracje miejskie.

Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka dekad temu była to niewielka osada związana przede wszystkim z pasterstwem jako ważny punkt dla nomadów i ich stad, z zaledwie kilkoma stałymi budynkami.



 

Trochę historii:


W 1989 roku pojawił się tutaj pierwszy większy obiekt noclegowy, a wraz ze wzrostem liczby odwiedzających zaczęły powstawać kolejne sklepy, restauracje i hotele. W tym samym okresie utworzono również stały posterunek policji, co pokazuje, że rozwój turystyki od początku oznaczał tu nie tylko handel i usługi, ale również większą kontrolę nad ruchem ludzi.

Sunday, September 13, 2026

Za Sagą zaczyna się właściwy zachodni Tybet

Z Bazy pod Mount Everest trasa wiedzie na zachód.

Everest był jednym z celów tej podróży. Ale nie był celem najważniejszym. Teraz zaczyna się droga do Kailaszu.


Saga jest jednym z najważniejszych punktów na tej trasie. Tutaj spotykają się drogi prowadzące z centralnego Tybetu, z Nepalu i dalej w stronę Kailaszu. 

Dla podróżujących na zachód to przede wszystkim miejsce na odpoczynek, uzupełnienie zapasów i złapanie oddechu przed kolejnymi setkami kilometrów przez Wyżynę Tybetańską.



Hotel w miasteczku przy najruchliwszej ulicy. Po zmroku pełno policyjnych samochodów, jakby pilnowano jakiś niewidzialnych dygnitarzy.


Miasto nie ma w sobie nic z turystycznej pocztówki. Jest praktyczne, trochę chaotyczne i podporządkowane ludziom, którzy są tu przejazdem. 

Na wysokości około 4600 metrów nawet zwykły nocleg nabiera innego znaczeni. Grunt, że pokój jest ciepły.


 Następnego ranka znowu ruszam w drogę. 

Za Sagą zaczyna się właściwy zachodni Tybet, ogromna, niemal bezludna przestrzeń, przez którą prowadzi droga w kierunku jeziora Manasarovar i Kailaszu. Z każdym kilometrem coraz bardziej oddalam się od Lhasy.

Saturday, September 12, 2026

W końcu pojawia się przede mną góra, dla której przejechałem przez cały Tybet

Przez ostatnie dni Everest był raczej odległym punktem na mapie niż rzeczywistym miejscem. Teraz wystarczy kilka chwil, żeby zrozumieć, dlaczego przez ponad sto lat przyciągał tu ludzi gotowych podporządkować swoje życie jednej górze.


Mój przewodnik czuwał od 5 rano i oglądał chmury na niebie długo przez wzejściem słońca, a to się wydarzyło o 7 rano.



Dalej droga prowadzi już w świat, w którym skala człowieka zaczyna tracić znaczenie. Z każdym kilometrem jest mniej śladów cywilizacji, a coraz więcej lodu, skał i wody spływającej z lodowców. To właśnie tędy dociera się do północnej strony Everestu, w kierunku Rongbuk i bazy na wysokości około 5200 metrów.


Godzina 8 rano.


Godzina 22.

Na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów komfort przestaje być oczywistością. Człowiek przyjeżdża tutaj przede wszystkim po to, żeby być blisko Everestu, a nie po to, żeby dobrze zjeść, wyspać się czy wziąć prysznic. Współczesna baza jest jednak znacznie bardziej przygotowana na turystów niż jeszcze kilka lat temu, są namioty noclegowe, ogrzewanie i dostęp do tlenu.



Kilkaset metrów dalej znajduje się klasztor Rongbuk znany mi wcześniej z filmów pierwszych brytyjskich ekspedycji lat 20-tych XX wieku. Teraz znam go z autopsji.

To miejsce, w którym religia i góry spotykają się w wyjątkowy sposób. Klasztor powstał na początku XX wieku i leży na wysokości ponad 5100 metrów, tuż pod północną ścianą Everestu. Trudno znaleźć wiele miejsc na świecie, gdzie życie klasztorne toczy się tak blisko jednej z najbardziej ekstremalnych przestrzeni naszej planety.

Friday, September 11, 2026

Baza pod Everestem

Baza pod Everestem nie przypomina typowego górskiego kurortu. 

Kilka rzędów czarnych namiotów, kamienie, wiatr i góry, które zaczynają się właściwie za płotem. Jesteśmy na wysokości około 5000 metrów, tutaj nawet zwykłe przejście kilkudziesięciu metrów przypomina, że człowiek znalazł się naprawdę wysoko.


Oczywiście zwracam uwagę na kible. Kilku Hindusów próbuje robić sobie selfie, a generalnie jest spokojnie. To już wieczór, dochodzi 21 godzina. Pokoje w budynko-namiotach są nadzwyczaj ciepłe. Pościel jest jak nowa i śnieżnobiała. Da się żyć :)



Wednesday, September 9, 2026

Droga do Mount Everest Camp

Im wyżej, tym mniej człowieka, a więcej wiatru. 

Na jednym z kolejnych wysokich przejazdów zatrzymuję się przy setkach kolorowych flag modlitewnych, które wiatr rozciąga nad kamienistym zboczem. Ich pięć podstawowych kolorów to niebieski, biały, czerwony, zielony i żółty, które symbolizują pięć elementów: przestrzeń, wiatr, ogień, wodę i ziemię, a zapisane na nich mantry mają być niesione przez wiatr dalej w świat.



Trochę dalej pojawia się charakterystyczna brama. To wjazd na teren Parku Narodowego Mount Everest.

Od tego miejsca droga prowadzi już w kierunku najwyższej góry świata. Za bramą zaczyna się zupełnie inny Tybet: rozległy, pusty i coraz bardziej wysokogórski. Sama historia drogi jest bardzo interesująca. Opisałem ją w reportażu, do którego link zamieszczm pod ostatnim zdjęciem postu. 



 Frgment mojego artykułu na XYZ.pl

"Skala rozwoju sieci drogowej staje się bardziej czytelna w liczbach bez cofania się w czasie o 100 lat. W 1959 roku, u progu włączenia Tybetu w chińską administrację, cała sieć drogowa regionu liczyła zaledwie 7300 kilometrów. Do końca 2006 roku wzrosła do 44 813 km, z czego zaledwie 8,8% stanowiły drogi asfaltowe."

Legendarna droga G318 w Tybecie

G318 nie rozpieszcza kierowców. W tym miejscu znak ostrzega przed 23-kilometrowym ciągłym zjazdem. Na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów każdy taki odcinek oznacza nie tylko piękne widoki, ale również poważny test dla hamulców.


Wygrzałem się na podgrzewanym kiblu, nawdychałem się tlenu i nazajutrz kontynuowałem włóczęgę po Dachu Świata.


Kilometr 5036. 

G318 to jedna z najbardziej niezwykłych dróg Chin ciągnąca się przez Tybet setki kilometrów, przez przełęcze, pustkowia i wysokogórskie doliny. 
Za tym niepozornym betonowym słupkiem kryje się jednak ponad pięć tysięcy kilometrów chińskiej drogi, licząc od Szanghaju.



Kilka kroków od drogi krajobraz zmienia się w bezkresną, surową przestrzeń. Za płaską, niemal pozbawioną roślinności równiną ciągną się ośnieżone góry, a droga G318 znika gdzieś w tej ogromnej przestrzeni.


 

Tuesday, September 8, 2026

Dla dzielnych podróżników przemierzających surową krainę Tybetu czeka taki inteligentny hotel

Cangyu Yabu Hotel w Shigatse, położony 6 km od klasztoru Tashilhunpo okazał się najnowszym "wypasionym noclegiem" wysokogórskim. Otworzony w roku 2025 hotel z 24-godzinnym rozproszonym dostarczaniam tlenu do pokoi zaskakiwał na każdym kroku. Już pominę restauracje i bary, bo zaraz zgłodnieje ponownie...


Przy lobby znajduje się komora hiperbaryczna. Goście mogą z niej korzystać bez dodatkowej opłaty.



To jest właściwa nowoczesna baza aklimatyzacyjna dla ludzi szwendających się po Dachu Świata. Sam hotel leży na wysokości 3,800 metrów. 

W środku wszystko jest nowe, eleganckie i dopracowane, od wystroju lobby po pokój z ogromnym telewizorem i inteligentnym, podgrzewanym kiblem. 😄 

Najbardziej jednak podoba mi się to, że za oknem nadal jest surowy Tybet, a wewnątrz mam standard, którego nie powstydziłby się dobry hotel w Pekinie. 



 

Sunday, September 6, 2026

Architektoniczna mandala, czyli Kumbum w Gyantse

Sto kilometrów na wschód od Shigatse, u stóp starego fortu Dzong, leży Gyantse, niegdyś trzecie co do wielkości miasto Tybetu, po Lhasie i Shigatse, skrzyżowanie szlaków handlowych prowadzących na południe, do Indii. 

To tutaj, w 1418 roku, książę Rabten Kunzang Phak i pierwszy Panczen Lama, Kedrub Dże, założyli klasztor Pelkor Chöde, po tybetańsku "klasztor pomyślności".


Symbolem klasztoru jest Kumbum -> "Stupa Stu Tysięcy Obrazów". 

Trzydziestodwumetrowa, dziewięciopiętrowa budowla mieszcząca w swoich murach niemal osiemdziesiąt kaplic i dziesięć tysięcy wizerunków Buddy. To najwyższa stupa w całym Tybecie, jedyna tego typu konstrukcja w kraju. To dosłowny architektoniczny mandala: świątynia w stupie, stupa w świątyni.





Pelkor Chöde ma jeszcze jedną cechę wyjątkową na skalę całego Tybetu: pod jednym dachem współistnieją tu trzy różne szkoły buddyzmu tybetańskiego: sakja, kadampa i gelug. 

W czasach, gdy poszczególne tradycje rywalizowały o wpływy niemal na noże, ten klasztor był eksperymentem współistnienia. Dziś, sześćset lat później, wciąż nim jest.





 

Friday, September 4, 2026

Klasztor Pelkor Chöde, Gyantse na wysokości 3900 m n.p.m.

Pelkor Chöde to jeden z najważniejszych klasztorów w Gyantse. Powstał w XV wieku i jest wyjątkowym przykładem miejsca, w którym przez wieki współistniały różne szkoły buddyzmu tybetańskiego.



Biały lew wygląda, jakby właśnie wyszedł z jakiejś tybetańskiej bajki. To Śnieżny Lew, mityczny strażnik gór, symbol odwagi, siły i radości. W Pelkor Chöde takich symboli jest zresztą więcej niż turystów, którzy próbują je wszystkie rozszyfrować



Z wysokości 5000 zjazd na 3900 metrów i już widać niebieskie niebo.