Mijany po drodze pociąg zwany szumnie Darjeeling Himalaya Railway był ledwo widoczny.
Droga pięła się stale pod górę i po dwóch godzinach założyłem bluzę. Z tą bluzą już się nie rozstawałem w Darjeeling. Po południu mgła spowiła krajobraz, i zrobiła się jesień średniowiecza.
Przyzwyczajony do temperatury całorocznej oscylującej wokół 30 stopni, przeżyłem szok termiczny w górach. Zanim zacząłem pić lokalne, gorące herbatki, przetestowałem indyjskie browary w Darjeeling. Rozgrzewałem się intensywnie !
Zwycięzcą został bezapelacyjnie Kalyani Black Label. Boski smak, pięknie rozgrzewa.
Ten sam browar z Bangalore wyprodukował najgorszego szczocha, którego nie spotałem nawet w całej Azji Południowo-Wschodniej. Mógłby z nim konkurować tylko kenijski Tusker z początku lat 90-tych. Kingfisher Strong to straszna kaszanka, która nadaje się tylko aby zmienić stany świadomości. Paskudny smak, mieszanka moczu z podejrzaną nutką syropu na kaszel. Paskudztwo !










