Saturday, December 5, 2009

Przystanek Waingapu. Skarby wyspy Sumba. Indonezja

Waingapu jest największą miejscowością na wyspie Sumba zamieszkałej przez blisko jeden million mieszkańców. Zatrzymałem się w hotelu na głównej ulicy i wkrótce lokalni handlarze rękodziała tudzież prawdziwych antyków odkryli mnie w Elvinie charakteryzującym się mało gustownym – niebieskim dachem. ( co za gejowska nazwa hotelu ? )


Miejscowi biznesmeni rozłożyli swoje kramy ze skarbami przy wejściu do hotelu i okupywali je przez całe 48 godzin. Musiałem być jedynym świeżo przybyłem Białasem, bo trudno nazwać Chińczyków z Tajwanu zajmujących 4 pokoje hotelowe Białasami, tym bardziej miłośnikami rękodzieła.

Nie powiem, podpuszczałem właścicieli staroci i rękodzieła. Rozpoczęłem swoją ulubioną zabawę handlową – na przeczekanie i wymiękczenie cen. W Waingapu mało kto włada choć troche językiem angielskim, więc miałem dodatkowy ubaw podczas rozmów handlowych. Tak więć kamień był tu stoov, a miedz wymawiano bros. Wiele tych wyrazów miało holenderski nalot, ale jeden sprzedawca, który najdłużej trzymał wysokie ceny, oferował mi „speciale” , czyli w domyśle najlepsze ceny, które rosły co kilka godzin zamiast spadać.


Musiałem w końcu przejść na język bahasa indonesia przy wymianie liczebników. Doszedłem do wniosku, że handlowcy mają tendencję do podawania wszystkich cen zatrzynając od „ten”, bez różnicy, czy miało to być 100 000 rupii, 200 000 rupii, czy jeden milion rupii.


Wartościowe były korale z Borneo i Jawy.


Kamienni wartownicy - Katoda Watu byli jak najbardziej antyczni.


Największym skarbem Sumby, są wyrabiane ręcznie koce bawełniane zwane ikat.
Można je znalezć w ekskluzywnych sklepach na Bali i w Dzakarcie.


Najcenniejsze ikaty są barwione naturalnymi barwnikami i cały proces ukończenia jednego tylko koca trwa kilka miesięcy.


Kolor niebieski uzyskuje się z indygo i posypuje roztartą korą kawalu.



Ama Tukang prezentował wspaniałe ikaty w swoim domu.
Wzory ikatów nawiązują do mitologi ludu Sumba i ich wierzeń związanych ze światem duchów zmarłych przodków. Ich ceny na Sumbie zaczynają się od 500 zlotych, a w sklepach wielkich miast świata jest to wielokrotność tej kwoty.












Friday, December 4, 2009

Wyspa Sumba. Indonezja

Obudziłem się wczesnym świtem. W świetle pierwszych promienii słonecznych przystąpiłem do toalety. Wychylony przez burtę przemyłem sobie twarz wodą mineralną i umyłem zęby. Spakowałem śpiwór i byłem gotowy na spotkanie nowego dnia.


Wyspa Sumba znajdująca się już tylko 600 km od Australii jest jedną z najmniej rozwiniętych wysp archipelagu indonezyjskiego. Jeszcze w latach 20-tych XX wieku rywalizujące ze sobą klany rodzinne urządzały polowania na ludzkie głowy. W każdej wiosce znajdowało się drzewo śmierci, gdzie wieszano głowy zabitych wrogów. W okresie międzywojennym Holenderscy misjonarze zaszczepili tubylcom miłość do Jezusa Chrystusa, a kolonialna administracja wykorzeniła skutecznie krwawe jatki.


Razem z Lazariusem, który płynie odwiedzić swojego kuzyna wypatrujemy brzeg.

Przed 7 rano tłum pasażerów jest gotowy do wysiadki.

Próbuje wypatrzyć jakieś budynki miasta Waingapu, które jest największym ośrodkiem miejskim na Sumbie. Nadaremnie. Wyspa wygląda bezludnie i mało gościnnie. Brzeg Sumby ma surowy charakter, bez bujnej, soczystej zielenii jak na sąsiedniej Flores.


Setki pasażerów opuszczają statek w porcie Waingapu.






W porcie znajduję transport do miasta.



Jadę do Waingapu poszukać hotelu.











Wednesday, December 2, 2009

Statek na wyspę Sumba. Indonezja

Do portu w mieście Ende na wyspie Flores zajechałem wieczorem.
W listopadzie nie kursował żaden prom między wyspami Flores i Sumba. Statki państwowego armatora Pelni stanowiły jedyną alternatywę dla dalszej podrózy morskiej po archipelagu.



Po zapadnieciu zmroku coraz większy tlum oczekiwał na statek, który płynął z wyspy Timor i w drodze na Jawe zawijał do portów kilku wysp.


Syrena i silne światla reflektorów oznajmiły przybycie "Awu" do portu. Cumowanie do nadbrzeża i wysiadka pasazerów objuczonych w kartony z wszelkimi dostępnymi tu towarami zajeła godzinę czasu. Potem tłum nowych pasazerów wypełnił szczelnie molo.

Czlonkowie załogi wskazywali ostatnie puste przestrzenie na statku.


Pochód kolejnych ludzi po trapie trwał nadal.
Jeśli ktoś spyta się mnie, co robi na codzień 250 milionów Indonezyjczyków, to odpowiem, ze połowa z nich jest w nieustającej podrózy ;-)

Była już prawie 21 godzina kiedy znalazłem się na środkowym pokładzie statku. Szybko znalazłem miejsce na swoje bagaże i rozłożyłem śpiwór na podłodze. Statek ruszył cicho i łagodnie tnąc fale morskie. Zacząłem lustrować sąsiadów na pokładzie.

Większość podróznych była Muzułmanami mieszkającymi na sąsiednich wyspach tego olbrzymiego archipelagu indonezyjskiego.


Mój bilet został sprawdzony.

Zrobiłem ostatnie zdjęcie ze swojego stanowiska przy śpiworze i zapadłem w sen.