Friday, October 23, 2026

Top 10 osób, które były w Bamako, ale nie jeździły tramwajami ani metrem

Bamako z lotu ptaka i Bamako z poziomu ulicy to właściwie dwa różne miasta. Z góry wszystko wygląda jak wielka metropolia, która rozlała się po horyzont i postanowiła nie kończyć się nigdy. 

Człowiek patrzy, patrzy i już sobie wyobraża, że oto Afryka dogoniła wszystkie swoje marzenia, a potem schodzi na dół i proszę bardzo: palmy, piramidalne budowle, kurz i kolorowe minibusy, które czekają na pasażerów, jakby za chwilę miały ruszyć na podbój świata.


A ja patrzę na ten cały rozgardiasz i myślę, że miasto jest całkiem udane, tylko czegoś mu brakuje. Tramwajów! 


Tak, proszę państwa, tramwajów. Mogą być stare, skrzypiące, z oknami, przez które wiatr wywiewa człowiekowi resztki godności, byle jeździły po szynach i dzwoniły na zakrętach. Bo jak już człowiek zbudował metropolię po horyzont, to wypadałoby jeszcze czymś po niej jeździć. Bez tramwajów Bamako pozostaje miastem, które wygląda na wielkie, ale nie dopracowało jednego z najważniejszych szczegółów cywilizacji.




 

Wyobraźcie sobie, że jesteście w Bamako, mieście nad Nigrem, gdzie palmy rosną, samochody trąbią, a kolorowe minibusy wożą ludzi w tę i z powrotem, jakby cała Afryka miała się za chwilę przesiąść na następny kurs. I teraz pomyślcie, ilu sławnych ludzi przewinęło się przez tę stolicę, zanim jeszcze ktokolwiek wpadł na pomysł, że może warto byłoby położyć tu szyny. 

De Gaulle, Chirac, Macron, Nasser, Nkrumah, Tito, Merkel - historia przechodziła przez Bamako w garniturach, mundurach i limuzynach, ale tramwaju nie doczekał się nikt.

Był też Brian Eno, który przyjechał z muzyką w głowie, a Ry Cooder szukał dźwięków, których nie da się kupić w sklepie z pamiątkami. Madonna? Ronaldo? Czemu nie, niech ta opowieść ma rozmach, jakiego nie powstydziłby się żaden hollywoodzki producent. 

A Ridley Scott rozważał Bamako jako plan dla „Obcego”, bo urzekły go zakurzone krajobrazy, przy których nawet kosmiczna bestia poczułaby się jak u siebie. Podobno Sigourney Weaver miała powiedzieć: „Albo ja, albo Bamako”, więc reżyser musiał szukać szczęścia gdzie indziej. Prawda czy legenda? W takiej opowieści nawet plotka ma prawo przejść przez miasto, byle nie udawała dokumentu.

I na koniec Jürgen Klopp, który krążył po ulicach w poszukiwaniu młodych talentów dla Borussii Dortmund. Zatrzymywał minibusy i sprawdzał kiwki pasażerów.  

Potem tylko jazda do najbliższego stadionu, i test na afrykańskiej murawie. 

Tylko tramwaju wciąż nie ma. I dlatego nie ma również kanarów, bo nie ma kasowników. Proste, nie ?


Thursday, October 22, 2026

Najfajniejszy generał

Prezydent Indonezji Prabowo Subianto to ścisłe TOP 3 wśród polityków sprawujących obecnie władzę w Azji Południowo-Wschodniej. 

Na pewno bije na głowę Ferdinanda Marcosa Juniora, choć nie wzrostem oraz Anutina, który stał się dyżurnym chłopcem do bicia.

Pozostali przywódcy, z generałem Min Aung Hlaingiem na czele, nie generują tylu memów ani nie potrafią równie skutecznie niepokoić zagranicznych inwestorów.

Po dwóch latach rządów Prabowo odjechał reszcie stawki o co najmniej dwie długości łodzi. Jak na olimpijskim torze regat kajakarskich.


Niech żyje Republika ! 17 sierpnia 



Ktoś powie: ale Prabowo ma krew na rękach. W dawnych czasach przeciwnicy polityczni republiki Indonezji ginęli jak mrówki faraona po wysypaniu proszku na owady. Prabowo miał zakaz wjazdu do USA. Jest zięciem Suharto. Umoczony po uszy w gównach republiki.

Inni powiedzą, że gdyby miał posturę generała de Gaulle’a, ścieki sięgałyby mu zaledwie do pasa.


Jechałem autobusem przez Dżakartę zaledwie kilka dni po ubiegłorocznych zamieszkach, kiedy czołgi na dobre zaparkowały w sercu stolicy. Ludzie byli wściekli na rosnące koszty życia. Kiedy parlamentarzyści podnieśli sobie uposażenia o kolejne miliony rupii, coś w wielu mieszkańcach Dżakarty pękło. Poczuli potrzebę pokazania władzy środkowego palca.


W tym roku powodów do buntu jest jeszcze więcej. Aż strach pomyśleć, jak Prabowo będzie obchodził trzecią rocznicę swoich rządów. Czy znów urządzi defiladę stali i armat w centrum Dżakarty, żeby przypomnieć obywatelom, kto tu rządzi? Bo tortu z trzema świeczkami raczej nie wystarczy, jeśli nastroje społeczne nadal będą się pogarszać.


Wednesday, October 21, 2026

Zanim wejdziemy na wieżę w Bamako

Zanim człowiek wdrapie się na wieżę i zacznie udawać, że ogląda Afrykę z lotu ptaka, musi najpierw przeżyć to, co dzieje się na dole. 


A tam, proszę państwa, kolorowy minibus wygląda jakby go pomalował pijany artysta po trzech dniach świętowania, motocykle przeciskają się między samochodami, kurz osiada na wszystkim, a ludzie idą przez ten cały bałagan z minami, jakby właśnie wyszli z piekarni po świeże bułki. 

I wtedy pojawia się nasz przewodnik w pasiastym ubraniu, gestykuluje, tłumaczy, pokazuje, a ja patrzę na niego i myślę, że gdyby dostał jeszcze mikrofon, mógłby prowadzić własną telewizję.



Prowadzi nas do wieży, ale zanim tam dotrzemy, Bamako zdąży opowiedzieć nam kilka historii, których nie ma w żadnym folderze. 

Bo ja nie wiem, jak to jest z innymi ludźmi, ale kiedy jadę do obcego kraju, najbardziej interesuje mnie właśnie ten cały rozgardiasz: człowiek, który coś niesie, drugi, który coś sprzedaje, trzeci, który trąbi, choć nikt nie wie po co, i czwarty, który stoi pośrodku tego wszystkiego z taką godnością, jakby był ministrem od spraw wszechświata. A wieża? Wieża może poczekać. Przecież nie po to przyjechałem do Bamako, żeby tylko patrzeć z góry na ludzi, skoro na dole dzieje się całe życie.





Duduś nawija i bardzo mu do twarzy w stym bawełnianym kubraku w naturalne pasy z indygo.