Węże wybierały sobie dach, nietoperze przelatywały nad głową, a skorpiony spacerowały po deskach z miną urzędnika, który przyszedł skontrolować nasze życie. Człowiek nigdy nie wiedział, czy wieczorem będzie miał gości, czy tylko coś obcego będzie mu się przyglądać z ciemnego kąta. W Europie ludzie kupują alarmy, zamki i kamery, żeby czuć się bezpiecznie, a w Nasa wystarczało czasem spojrzeć w górę.
Z czasem przestałem się dziwić, że dom żyje własnym życiem, choć nie przypuszczałem, że aż tak niezależnym. My urządzaliśmy sobie codzienność, a przyroda najwyraźniej uznała, że jesteśmy interesującym dodatkiem do jej krajobrazu.
Nie miało znaczenia, czy akurat piłem kawę, czy próbowałem zasnąć, życie toczyło się obok, nad głową i pod nogami. W końcu zrozumiałem, że w Nasa nie wynajmowaliśmy domu przyrodzie, lecz przyroda tolerowała nas w swoim domu. A skoro nie wystawiała rachunków, nie wypadało narzekać na towarzystwo.

No comments:
Post a Comment