Tuesday, August 18, 2026

Pierwszy wieczór w Lhasie

Poleciałem na miasto. Plan oczywiście miałem. Na początek kupiłem power bank z oznaczeniem CCC, czyli China Compulsory Certification, dzięki któremu mogłem spokojnie podróżować po Chinach, a potem ruszyłem zobaczyć, co jeszcze uda się znaleźć przed zapadnięciem zmroku. Nie chciałem od razu realizować programu z przewodnika, po prostu ruszyłem przed siebie, obserwując miasto i łapiąc pierwsze obrazy Lhasy.


Zobaczyłem z daleka Potala Palace. Potężny biało-czerwony kompleks na wzgórzu natychmiast przyciągał wzrok i trudno było przejść obok niego obojętnie. To właśnie ten widok miałem przed oczami, kiedy myślałem o Lhasie przed przyjazdem.




Po drodze zatrzymała mnie zielona skrzynka pocztowa. Jej forma przypominała mi brytyjskie pillar boxes, charakterystyczne kolumnowe skrzynki, które od XIX wieku stały się jednym z symboli brytyjskiego systemu pocztowego. Pamiętałem ich oryginały z wyspy Penang, w Malezji, a w Tybecie znalazłem wariant chiński.

Chińska poczta ma oczywiście zupełnie inną historię, ale ten znajomy kształt w tak odległym miejscu był dla mnie ciekawym drobiazgiem.



Wieczorem wróciłem w okolice Barkhoru, najstarszego handlowego serca Lhasy, gdzie nocowałem.
Wraz z zapadającym zmrokiem zaczęły rozświetlać się fasady sklepów, a szczególnie rzucały się w oczy ogromne, złocone salony jubilerskie, których architektura wyglądała niemal jak współczesne pałace. 

Jeden z nich należał do Lao Feng Xiang, chińskiej marki jubilerskiej istniejącej od 1848 roku. Przyzwyczajony w Tajlandii do sklepów ze złotem co 100 metrów, musiałem przynać, że oryginalne chińskie wersje są "powalające".

Obok tradycyjnych tybetańskich motywów pojawiły się więc złoto, luksus i współczesny chiński handel.  Był to mój pierwszy wieczór w Lhasie i pierwsza lekcja tego, jak bardzo stare i nowe potrafią tutaj istnieć obok siebie.



 

No comments:

Post a Comment