Friday, September 28, 2012

Suweniry z Laosu


Ja stary bywalec laotańskich bezdroży zmieniam zainteresowania na salony i czerpie drobne radości ze szlaków kulinarnych.



Świątynie, Vang Viengi, wodospady, wycieczki na Mekongu to histoire ancienne.




Przywiozłem sobie nową nalewkę z węża. Tym razem o podwójnej mocy. Swojego ekstratu w alkoholu udziela kobra i skorpion !
Można wznieść toast : Nie żyje 200 lat !!



Kawa Laotańska w kilku wariacjach. Wybrałem najdroższą arabikę ( 38 tysięcy kipów = 300 gram ). Recenzję napiszę, jak zaparzę piewrwszy kubek.



Szlak kulinarny w stolicy Laosu staje się coraz bardziej ciekawy, gdyż fala młodych Europejczyków otwiera tu nowe knajpy.
Francuski właściciel w "Vie Vie" na rue Nokeokoummane zaraz przy głównym bulwarze Fa Ngum serwuje smaczne europejskie i azjatyckie potrawy.
Największą radość sprawił mi tam Merlot z terenu Bordeaux serwowany na kieliszki po 20 tysięcy kipów ( 8 złotych ).




Żeby ktoś nie pomyślał, że jest to opis wycieczki do Paryża,napiszę czego nie spróbowałem w stolicy Laosu.

Nie mogłem się zdecydować czy wybrać egamocegong z głowami węży, czy kociołek kurzych łapek.
Może następnym razem ?

W każdym razie lista restauracji w Vientiane na TripAdvisor jest znacznie przestarzała.

11 comments:

  1. Hmmmm, ta nalewka z węża wygląda trochę przerażająco. To naprawdę da się pić?

    ReplyDelete
  2. @fidrygauka

    Wszystko da się pić ;)Ludzie preferują różne eliksyry życia, haha...

    ReplyDelete
  3. Już nawet nie chodzi mi o smak, ale czy nie jest to ... 'eliksyr' śmierci :))

    ReplyDelete
  4. Toż taka nalewka to samo zdrowie. Siły vitalne (nie śmiertelne) i takie tam ...

    ReplyDelete
  5. no właśnie... siły witalne :)
    Jad tych sympatycznych zwierzaków jest zneutralizowany w nalewce.

    Laotański alkohol jest zdrowszy niż czeska wódka.

    ReplyDelete
  6. To to muszę zdegustowac bo nigdy nie miałem okazji hehe. Laotańska gorzałka no.. no..

    ReplyDelete
  7. i zagryzać tajskimi świerszczami...

    ReplyDelete
  8. Tak, tak, świerszczami ....:)Jak iśc to na całość ...

    ReplyDelete
  9. U nas też kiedyś była żmijówka. Z autochtonicznymi wężami w środku. Jedna nie jestem przekonana do takiej nalewki :-)

    ReplyDelete
  10. @Kasia

    Właśnie wiara czyni cuda. Jak nie jesteś przekonana do wężówki to klops, nie pomoże w niczym.

    To jak z religijnymi ludźmi, którzy robią pielgrzymi i lepiej się zaczynają czuć u celu, bo działa samosugestia.

    ReplyDelete